Zimowy weekend w SPA

Wyjazd do Janowa nie był spontaniczny, ale kompletnie niezwiązany z chęcią spędzenia czasu na relaksie w hotelu SPA. Wyszło zupełnie inaczej. Drugi dzień już w skrócie opisałam w poprzednim poście, więc teraz zacznę od początku.
Mieliśmy odwiedzić znajomych, którzy mieszkają niedaleko, ale moje roztargnienie spowodowało, że nie potwierdziłam ostatecznie terminu i nie mogliśmy się zobaczyć. A w hotelu… mieliśmy już bezzwrotną rezerwację, bez szans anulacji 😉 Oczywiście teraz uważam, że był to doskonale spędzony czas w uroczym miejscu. Bardzo potrzebowaliśmy przedłużonego weekendu.

Hotel prezentuje się bardzo dobrze, szczególnie jego główna część czyli Zamek. W całym obiekcie jest wiele akcentów koni. Jest to zrozumiałe i osobiście nie czułam, aby było przesadzone – może dlatego, że kocham konie 😉

Obiekt wzbudził we mnie jeszcze większy podziw, kiedy w długich korytarzach prowadzących do części wellness, zwróciliśmy uwagę na zdjęcia prezentujące historię odbudowy obiektu. Powstał na ruinach ukrytych pod ziemią. Byłam pod wrażeniem, że znalazł się ktoś, kto widział sens tej inwestycji. Wspomniane korytarze są nieco przerażające, ale jest to chyba najlepsze rozwiązanie, aby dostać się na basen w szlafroku i klapkach zimą lub w ogóle poruszać się między wszystkimi budynkami!

Wiecie, że uwielbiam wszelkie zabiegi na ciało, a szczególnie masaże.

Dlatego chciałabym się skupić właśnie na części rekreacyjnej i SPA, bo jakże mogłabym nie sprawdzić ich oferty 😉 Hotel Zamek Biskupi Janów Podlaski współpracuje z Dr Irena Eris jako beauty partner. Nie potrafię określić zależności między markami. Na oficjalnej stronie internetowej Dr Irena Eris, nie ma informacji o gabinetach partnerskich, choć znajdują się w co najmniej kilku hotelach w Polsce. A to znaczy, że muszę się w najbliższym czasie wybrać do jednego z trzech oficjalnych Hoteli SPA tej marki. I to chyba mogłoby być zdanie podsumowujące całą wizytę.

 

Jeżeli tylko mogę, staram się przygotowywać ciało na pielęgnację od samego rana, więc zaczęłam od hotelowej siłowni. Moja trenerka na pewno byłaby ze mnie dumna. Przestrzeń, nazwana siłownią zasłużyła na ostre lanie. Z warunków jakie tam panują wnioskować można, że goście, a tym bardziej obsługa nie zagląda tam zbyt często! Dobrze, że znalazłam chociaż gumę… i udało się zrobić trening.

Miło spędziliśmy czas w basenie i jacuzzi oraz saunach.

Warto jednak zauważyć, że zostając na dłuższy weekend, niedziela cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem gości z Janowa Podlaskiego z dziećmi. Jeżeli więc lubicie skorzystać ze strefy saun w pełni (zgonie z zasadami saunowego savoir vivre), najlepiej planować to w inne dni i na pewno poza najwyższym sezonem.

Wieczorem udałam si na zaplanowany zabieg. Na początku (jak to zwykle bywa) Pani wytłumaczyła na czym będzie polegał cały zabieg. Podpisałam stosowne dokumenty, co tak naprawdę powinno mieć miejsce już w recepcji. Ciekawe czy zostałabym wyproszona, gdybym z jakiejkolwiek przyczyny nie mogła podpisać oświadczenia? Gabinet SPA to przestrzeń o bardzo intymnym charakterze. Wszelkie stresogenne sytuacje powinny być załatwione przed wejściem w jego strefę. Dopiero po formalnościach mogłam wygodnie położyć się na łóżku.

Już na samym początku wydawało mi się, że w pomieszczeniu jest za dużo światła. Stwierdziłam, że zapewne niezbędne jest do pierwszej części zabiegu Argan Body Ritual. Należał do niego również peeling całego ciała solą morską. Uwierzycie, że Pani która wykonywała zabieg, była w głośno klapiących klapkach? Ich dźwięk rozpraszał mnie przy każdym jej kroku! Na szczęście po pierwszych “torturach” (umówmy się, że peeling raczej rzadko jest relaksujący i rozluźniający), domyśliła się, aby zdjąć klapersy i pozwolić cieszyć mi się relaksem. Może uznacie, że jestem czepialska lub zbyt wymagająca, ale lubię kiedy w SPA dopieszczone są w szczegóły —> zobacz tekst! Nie ma co ukrywać, że za takie usługi płaci się niemało i dotykają one naszego tabu. Dlatego źle dobrana muzyka, oświetlenie, rozpraszające dźwięki, brak nieustannego kontaktu dłoni terapeuty z masowanym, to rzeczy, które mocno mnie rozpraszają lub po prostu nie pozwalają czerpać maksymalnej radości.

Całość wykonana była poprawnie.

Za zabieg zapłaciłam 390 zł i nie mam poczucia straconych pieniędzy, ale nie mam też efektu WOW. Niezmiennie wygrywają wspomnienia z wizyty w MERA SPA w Sopocie, która postawiła poprzeczkę jak dotąd na najwyższym poziomie. Nic się tam nie dzieje przez przypadek. Rytuał w ich SPA, od przywitania, po filiżankę zielonej herbaty z widokiem na morze, dopracowany jest do perfekcji i to ich ogromy atut. Mam nadzieję, że to się nie zmieniło do dnia dzisiejszego.

Tym razem w bilansie SPA 2018 roku, 1:0 dla domowego masażu moje męża 😉

Zaglądajcie tutaj bo niebawem pojawią się kolejne relacje.

 

 

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Stadnina koni i powrót do przeszłości

Nareszcie prawdziwa zima