Zasadzić drzewo

Wszyscy, którzy obserwują moje stories na Instagramie zauważyli, że miniony weekend spędziłam w rodzinnych stronach. Owszem zatęskniłam za rodzinką, ale nasz wyjazd miał głębsze przesłanie.

Chwaliłam się Wam, gdy do mojego kuchennego ogrodu wkroczył pomidor.

Podczas jego przesadzania, postanowiłam wymienić doniczki również zadomowionej mięcie oraz bazylii. Oba te krzaczki miały się bardzo dobrze, ale stwierdziłam, że przesadzenie nic im nie zrobi, a wręcz przeciwnie jeszcze wzmocni.

Jakież było moje zdziwienie, gdy zaczęłam wyciągać roślinki ze starej doniczki. Kompletnie zapomniałam, że sadząc je wcześniej, jako drenażu użyłam orzechów włoskich (no co? nie miałam nic innego pod ręką, a suche, gotowe do jedzenia, orzechy włoskie wydawały mi się  idealne). Na spodzie, były one już całkiem dobrze połączone z korzeniami bazylii, a jak się potem okazało również i mięty. Znajdowały się tam popękane orzechy z których wychodziły całkiem dorodne korzenie.

Niewiele myśląc wybrałam te z najbardziej rozwiniętymi korzeniami i wsadziłam do dwóch poprzednich doniczek przykrywając warstwą ziemi.

Ustawiłam w najbardziej słonecznym oknie i z największą troską i dbałością codziennie podlewałam i zaglądałam do nich. Cierpliwość popłaca. Taaaak nastał ten cudowny dzień w którym zobaczyłam, że pojawiły się na powierzchni kiełki. A potem było już tylko lepiej.

Orzechy rosły jak szalone.

Z dnia na dzień widziałam, że są coraz większe. Byłam szczęśliwa jak małe dziecko. Cholernie wielką radość sprawiło mi to, że wyhodowałam coś niemal z niczego. Każdemu kto do nas przychodził prezentowałam z dumą moje okazałości i opowiadałam ich niecodzienną  historię. Reakcja Gości była niemal za każdym razem identyczna “I co Ty teraz z nimi zrobisz?”

Kurcze, nie chodziło mi o to co ja mam z nimi zrobić – choć swój plan już miałam – tylko o radość stworzenia. Zaakceptuje i pokocham jak swoje 😉 taka była moja odpowiedź.

Moją miłość do roślinek i gmerania w ziemi podziela na szczęście mój ukochany tata.

Gdy opowiedziałam mu historię – kibicował od samego początku. Aktualne zdjęcia przesyłałam na bieżąco, a gdy zdradziłam, że moim planem jest zasadzenie ich w jego ogrodzie, bardzo się ucieszył. Mój fantastyczny mąż szybciutko zorganizował wolny weekend i pojechaliśmy – sadzonki nie mogły już dłużej czekać.

Pobyt nie był długi, ale bardzo owocny 😉

Drzewa orzechowe zasadzone. W sumie udało mi się przywieźć 5 + 2 maluszki, które raczej nie przetrwają. Zobaczymy jak im będzie na wolności. Przyznajcie sami, miejsce mają idealne. Zobaczcie na te zdjęcia…

My naładowaliśmy swoje ciała i umysły spokojem. Jak również relaksującą i wiejską ciszą.

Na drugi dzień odwiedziliśmy Ustkę. Pozdrowiliśmy oczywiście Bałtyk. Obowiązkowym punktem są też lody. Wpadliśmy też w odwiedziny do cudownego Słupska nazywanego kiedyś Paryżem Północy.

 

Joanna

Jestem wysoką, naturalną blondynką, która od pewnego czasu cieszy się swoim największym atutem czyli wzrostem (183 cm) i długimi nogami. Zrobienie im spontanicznego zdjęcia zainspirowało mnie do założenia wyjątkowego, moim zdaniem innego konta na Instagramie, później również bloga.

Jestem zwyczajną, ale niezwykłą kobietą, na co dzień menadżerką wysokiej 😉 klasy w międzynarodowej organizacji. Wówczas „business look” jest moim królem, a od niedawna szpilki są moją największą słabością. Wcześniej nie zawsze moja pewność siebie pozwalała mi na bycie tą najwyższą w towarzystwie. Szczęśliwie, razem z powstaniem 2legs2long zrzuciłam z głowy ten ciężar.

Prywatnie jestem miłośniczką czworonogów, duszą relacji z najbliższymi. W podróżach szukam autentycznej kuchni i lokalnego wina. Chętnie wybieram się do teatru na dobrą komedię lub musical. Otwarcie przyznaję, że mam szczęśliwe życie, które bardzo lubię. Uważam, że każdy człowiek jest z natury dobry, tylko czasami zawodzą okoliczności.

Nigdy nie farbowałam włosów, nigdy nie paliłam papierosów – tylko próbowałam 😉 Twierdzę, że dobrze jest utrzymywać ciało w jak najlepszej kondycji, jednak nie skupiam się wyłącznie na estetyce i pielęgnacji. Przesada nie jest dobra w żadnej dziedzinie życia, więc aby żyć w zgodzie ze swoim organizmem, wystarczy słuchać jak sam upomina się o swoje potrzeby.

Życie jest piękne, więc na blogu dzielę się swoimi przeżyciami, przemyśleniami, podróżami, wyzwaniami i dużą dawką motywacji. Dlaczego nie pokazuję twarzy? Taki był mój pomysł na profil. Podobno ludzka wyobraźnia potrafi działać cuda. To, co nie jest całkowicie odgadnione jest najbardziej intrygujące, dlatego w większości skupiam się na zdjęciach moich nóg. Oczywiście mam też powody zawodowe. Ale próbujcie, może kiedyś przekonacie mnie żeby było inaczej 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Gala Derby

Trochę kultury