Z pamiętnika Żyrafy

część 2

Tą najwyższą byłam, odkąd pamiętam. Zawsze najwyższa w rodzinie. Nie było mi równych w klasie. Wyróżniałam się wzrostem w grupie sportowej i na każdym innym spotkaniu. Na moje szczęście urodziłam się w rodzinie, która zamiast szydzić, jak większość dookoła, nieustannie mnie wspierała.

Najbliżsi upewniali mnie w tym, że to świetna sprawa i bardzo dobrze jest być wysokim. Pamiętam dobrze odwiedziny mojej ukochanej babci, która była bardzo niziutka i wyjątkowo mądra. Kiedy mnie zobaczyła po rocznej przerwie, w wakacje, przywitała mnie słowami „wnusiu moja, Pan Bóg ciągnie cię do nieba, bo ma swój plan. Nie opieraj mu się.”

Tak miło już nie było w szkole.

Na każdym klasowym zdjęciu musiałam stać w ostatnim rzędzie i często na samym rogu. Każdy był niższy, więc nie wypadało stawić mnie pośrodku. W przedstawieniach nie mogłam grać księżniczki, bo nie było wyższego księcia, a inaczej nie wypadało. Grałam więc drzewo.

Teraz jak o tym myślę, stwierdzam, że największy żal powinnam mieć do nauczycieli – ale nie mam. Zostali przygotowani do edukacji w systemie, który mocno ograniczał ich system wartości. Nie było tutaj mowy o budowaniu pewności siebie młodego człowieka czy choćby w najmniejszym stopniu równym traktowaniu. Robili tak jak zawsze! Nikt nie wpadł na pomysł, że skoro na poprzednim zdjęciu dziecko stało z tyłu, to może tym razem warto je posadzić na przedzie. Mało komu przychodziło do głowy sięganie po inne, uchowaj boże, zagraniczne autorytety czy praktyki.

Nie mogę też pominąć faktu, że na siłę chcieli mnie przyłączyć do dziewczęcej drużyny koszykówki, argumentując tę konieczność moim wzrostem. Kompletnie tego nie czułam. Tylko po to, by nauczyciele i wf-iści dali mi spokój zgodziłam się na kilka treningów, które zakończyły się wybitym palcem. Nie dziwi mnie taka kolej wydarzeń. Byłam zmuszana do czegoś, czego każdy milimetr mojego ciała nie chciał. Podświadomie broniłam się przed tym. Moje ruchy były pokraczne i nieskoordynowane. Nie mówiąc już o przejmowaniu piłki lub jakiejkolwiek inicjatywy.

Chodziłam do szkoły sportowej i wiedziałam, że jakaś forma rywalizacji jest mi pisana. Ostatecznie odnalazłam się w badmintonie 🙂

Dziś wiem, że nie można dać się wcisnąć w utarte ramy. Ja byłam wysoka, ale tylko pozornie nadawałam się do koszówki. Z kolei Michael Jordan, w szkole był uznawany za zbyt niskiego by w nią grać, ale jego wola i waleczność, zdecydowały o ponadczasowej wielkości Jego Powietrzności.

Zastanów się. Jeśli masz jedno z wyższych dzieci w klasie. Porozmawiaj z nauczycielami. Różnorodność i odrobina kreatywności z ich strony, będą miały ogromy wpływ na przyszłość.

Ja do dnia dzisiejszego, przy grupowym zdjęciu ustawiam się na końcu, jednak tylko dla tego by świadomie wyeksponować wszystkich wartościowych ludzi, którzy mogliby zostać ukrycie za moimi plecami. Wiem, że kiedy trzeba moja dusza stoi na froncie, w pozycji lidera.

Przynajmniej się staram 🙂

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poświęć swój czas wyjątkowej osobie

Prezent na Walentynki