Z pamiętnika Żyrafy – wstęp

Dziękuję Wam za wszystkie otrzymane wiadomości. Bardzo się cieszę, gdy dajecie mi znać, że jesteście po drugiej stronie i że czytacie. W dalszym ciągu zaskakująca jest dla mnie ilość dziewczyn – umówmy się, że będę tak pisała nawet mając na myśli dojrzałe kobiety – które wciąż piszą o swoich kompleksach związanych ze wzrostem, jednocześnie dziękując mi za motywację i podniesienie samooceny.

Ponieważ doskonale wiem, jak to jest (pamiętacie mój wpis “Moje buty, moja sprawa”), postanowiłam rozpocząć nowy cykl wpisów. Będą zatytułowane “Z pamiętnika Żyrafy”. Żeby jeszcze lepiej się do niego przygotować, ostatni tydzień poświęciłam na czytanie forów internetowych, z których dowiedziałam się o Was jeszcze więcej. Wiedza, z której wynika, że wiele z Was traktuje swój cudowny wysoki wzrost jako największe życiowe obciążenie, traumę, powód do zamknięcia się w sobie i wszelkich nieszczęść, przeraziła mnie do szpiku kości. Moja złość sięgnęła zenitu, kiedy zobaczyłam, że w poczucie głębokich kompleksów związanych ze wzrostem, wpędzają Was najczęściej osoby najbliższe, a co gorsza najbliższe Wam inne kobiety – mama, babcia, siostra! Nie ma na to mojej zgody!

Na początek, zdajcie sobie sprawę, że niezależnie od tego jak wysokie jesteście, liczy się tylko to jak wielkie macie serce. Zawsze wokół Was znajduje się ktoś dla kogo jesteście, bezbronną małą myszką 😉

A za tydzień zapraszam na pierwszą (nie)poważną dyskusję i rozprawę z mitami dotyczącymi wzrostu kobiet.

2 Comments

  1. Super, że poruszasz ten temat !
    Ja nadal żyję z komplekem wzrostu, który zresztą przyczynił się do moich problemów zdrowotnych (na własne życzenie ! ).
    Słowa najbliższych “nie rośnij już !” czy “nie garb się”, bolą, bardzo bolą i bardzo dają w kość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jak być lepszą partnerką?

Z pamiętnika Żyrafy cz1.