WrocLoVe

To nie był mój pierwszy wyjazd do Wrocławia. Rzeczywiście byłam tam kilka dobrych lat wstecz i nie spodziewałam się, że tak pozytywnie może mnie to miasto zaskoczyć. Poprzednim razem Wrocław podnosił się po bolesnej powodzi, a na ulicach dosłownie potykałam się o cegły w trakcie odbudowy.

Dzisiejszy Wrocław to miasto, które w pełni przywróciło swoją dumę i piękno.

Towarzystwo oczywiście ma znaczenie, dlatego zaprosiłam na wspólny weekend koleżankę. Miałyśmy czas dla siebie, mogłyśmy wygadać się za wszystkie czasy i do późnej nocy. Lubię nazywać to “babskim resetem”. Obie jesteśmy emocjonalne, więc spodziewałam się, że poleją się łzy, ale mimo wielu różnych tematów nasze oczy pozostały suche 😉

Pojechałyśmy bez konkretnego planu, ale z dokonaną rezerwacją noclegów – nie lubię podróżować bez pewności dachu nad głową. Już w piątek postanowiłyśmy wyjść wieczorem na miasto. I wtedy się zaczęło. Krasnale zaskakiwały nas w różnych miejscach. Na lampie, obok bankomatu, obok sklepu, na parapecie itd itp. Wkręciłyśmy się znakomicie.

Przy śniadaniu kolejnego dnia, zdecydowałyśmy, że zwiedzimy Wrocław poszukując krasnali. Wstąpiłyśmy do sklepu z pamiątkami w którym dostępna była “Mapa Krasnali”. Wyobraźcie sobie, że na mapie uwzględnionych zostało 312 sztuk 😉 a ich liczba nieustannie się zmienia.

Oczywiście byłam skłonna dokonać zakupu, ale moja towarzyszka podróży stwierdziła zdecydowanie, że “NIE IDZIEMY NA ŁATWIZNĘ – będziemy ich szukać same!”.

Całą sobotę spędziłyśmy aktywnie i udało nam się odszukać 59 sztuk. Dopiero kiedy wróciłyśmy do hotelu, postanowiłam sprawdzić czy jest jakaś aplikacja na telefon, która ułatwi nam poszukiwania.

Oczywiście, że jest, zainstalowałam ją i wyruszyłyśmy na poszukiwania pod osłoną nocy 😉 Do kolekcji dołączyło kilka nowych pozycji, których po prostu nie zauważyłyśmy wcześniej. Przyznam Wam szczerze, że czasami nawet z aplikacją odnalezienie ich lokalizacji było nie lada wyzwaniem 😉

Fantastyczne wrażenie zrobiła na mnie Panorama Racławicka. Nie mam pojęcia jak mogłam nie trafić tam do tej pory.

Ogromny obraz, bo aż 15 x 114m, Bitwa pod Racławicami udokumentowana w formie obrazu w latach 1893–1894 przez kilkuosobowy zespół malarzy. Efektowny, zatrzymany w czasie moment bitwy kosynierów dowodzonych przez Tadeusza Kościuszkę z wojskami rosyjskimi. Wszystko wydaje się otaczać zwiedzającego, ponieważ obraz jest umieszczony na kształcie rotundy, a oglądający ma poczucie, że znajduje się w środku wydarzenia.

Miałam wrażenie, że malowidło jest trójwymiarowe. Specjalna perspektywa, oświetlenie oraz scenografia dopasowana do obrazu i kręte podejście, teleportuje w inną rzeczywistość i inny czas. Dodatkowo narracja starcia w wykonaniu Daniela Olbrychskiego nadaje całości dodatkowej podniosłości. Obie miałyśmy gęsią skórkę. Brakowało nam tylko nagle gasnącego światła, krzyków i prawdziwych odgłosów uzbrojonych żołnierzy w charakterze pointy. To mogłoby nam odebrać mowę na długi czas po wyjściu. Bilet wstępu to 30 PLN od osoby.

Wyjechałyśmy z obłędnego i pełnego turystów Wrocławia, żegnając się z nim na pięknym Dworcu Głównym. Nie lubimy długich pożegnań, więc do pociągu przybiegłyśmy prawie spóźnione. Nie chciałyśmy wcześniej marnować żadnej chwili obcowania z miastem, w którym zostawiłyśmy za sobą ok 200 nieodkrytych krasnali 😉

Do kolejnego razu oczywiście!

 

Joanna

Jestem wysoką, naturalną blondynką, która od pewnego czasu cieszy się swoim największym atutem czyli wzrostem (183 cm) i długimi nogami. Zrobienie im spontanicznego zdjęcia zainspirowało mnie do założenia wyjątkowego, moim zdaniem innego konta na Instagramie, później również bloga.

Jestem zwyczajną, ale niezwykłą kobietą, na co dzień menadżerką wysokiej 😉 klasy w międzynarodowej organizacji. Wówczas „business look” jest moim królem, a od niedawna szpilki są moją największą słabością. Wcześniej nie zawsze moja pewność siebie pozwalała mi na bycie tą najwyższą w towarzystwie. Szczęśliwie, razem z powstaniem 2legs2long zrzuciłam z głowy ten ciężar.

Prywatnie jestem miłośniczką czworonogów, duszą relacji z najbliższymi. W podróżach szukam autentycznej kuchni i lokalnego wina. Chętnie wybieram się do teatru na dobrą komedię lub musical. Otwarcie przyznaję, że mam szczęśliwe życie, które bardzo lubię. Uważam, że każdy człowiek jest z natury dobry, tylko czasami zawodzą okoliczności.

Nigdy nie farbowałam włosów, nigdy nie paliłam papierosów – tylko próbowałam 😉 Twierdzę, że dobrze jest utrzymywać ciało w jak najlepszej kondycji, jednak nie skupiam się wyłącznie na estetyce i pielęgnacji. Przesada nie jest dobra w żadnej dziedzinie życia, więc aby żyć w zgodzie ze swoim organizmem, wystarczy słuchać jak sam upomina się o swoje potrzeby.

Życie jest piękne, więc na blogu dzielę się swoimi przeżyciami, przemyśleniami, podróżami, wyzwaniami i dużą dawką motywacji. Dlaczego nie pokazuję twarzy? Taki był mój pomysł na profil. Podobno ludzka wyobraźnia potrafi działać cuda. To, co nie jest całkowicie odgadnione jest najbardziej intrygujące, dlatego w większości skupiam się na zdjęciach moich nóg. Oczywiście mam też powody zawodowe. Ale próbujcie, może kiedyś przekonacie mnie żeby było inaczej 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jedni kochają, inni nienawidzą

Time keeper