Wigilia i bąbelki

W tym roku czas Świąt Bożego Narodzenia wyglądał w naszej rodzinie nieco inaczej. Faktem jest, że niemal do ostatniego dnia przed wyjazdem trudno było nam uwierzyć, że nasz pomysł dojdzie do skutku. Już od dłuższego czasu męczyło nas tradycyjne spędzanie świąt. A od kilku dobrych lat wyglądały one tak samo. Wigilia u mamy nr 1 lub mamy nr 2, siedzenie przy stole, niewygodne pytania, nudne programy TV, jedzenie, picie, odwiedziny babci, ewentualnie spacer jeśli udało namówić się wszystkich. Pierwszy dzień Świąt bez większych wyjątków, drugi dzień świąt podobnie, z jedną małą różnicą nikomu nie chce się już patrzeć na świąteczne przysmaki.

Tak jak wspomniałam – w tym roku udało się świętować inaczej. Już w listopadzie podjęliśmy temat wyszukania ciekawego miejsca, które będzie organizowało atrakcje świąteczne. Było sporo wytycznych i wybór nigdy nie jest łatwy, ale udało się. „Praca” nad decyzją rodziców została wdrożona równolegle 😉 Delikatne sugestie podczas rozmów telefonicznych, pierwsze reakcje, dobór odpowiednich argumentów. To wszystko sprowadziło cały proces do zasłużonego tytułu – niełatwych, szczególnie dla jednej ze stron (nie będę tutaj wskazywać starszeństwo czyjej strony w tym związku jest bardziej postępowe ;-P ). Na początku, oczywiście pojawiły się spontaniczne reakcje typu „Święta spędza się w domu”, „ Co Wam przyszło do głowy”, „To będzie kosztowało majątek”. Nie poddawaliśmy się jednak tak łatwo. Przyznaje dosięgały mnie chwile zwątpienia częściej niż męża, ale ostatecznie, udało się. Nie bez znaczenia był dodatkowy argument, że inwestujemy w świąteczny relaks w wyjątkowej atmosferze i rezygnujemy z prezentów, które i tak bardzo często okazują się nietrafione. Urlopy załatwione. 6 osób zostało zorganizowanych, spakowanych i na dzień 23.12 na godz. 13:00 umówionych na indywidualne spotkanie. Kierunek Sopot, miejsce docelowe Mera SPA Hotel.

Miejsce wybranie zostało ze względu na świetną lokalizację, rozbudowaną ofertę świątecznych atrakcji, dostępną dla gości część SPA oraz basenów. Dojechaliśmy na miejsce niemal jednocześnie. Grzecznie zameldowaliśmy się w swoich pokojach. Każda para miała swoją dwuosobową oazę spokoju na 3 noce. Świętowanie rozpoczęte od chwili przekroczenia progu hotelu. Nie musieliśmy martwić się niczym. Aaaaah nie przepraszam, były drobne problemy np. „w co mam się ubrać” albo „czy zdążę prosto z basenu na śpiewanie kolęd”. Obsługa hotelu zorganizowała czas perfekcyjne wzbogacając nas o nowe doświadczenia smakowe, słuchowe oraz wizualne. Było naprawdę świetnie – wieczór kaszubski, spacer po plaży z możliwością ogrzania się kieliszeczkiem … chleba i zupy przy ognisku, morsowanie, to tylko część zaproponowanych atrakcji. A w wigilijny i świąteczny wieczór opowieść wigilijna, muzyka na żywo, Mikołaj z pełnymi wozami prezentów dla dzieci i fantastyczne zainteresowanie Gośćmi całej obsługi, łącznie z Dyrektorem.

Ogromną radość sprawiało mi obserwowanie rodziców szalejących w basenie czy zmieszanych widokiem ilości potraw bufetowych na śniadaniu lub kolacji. Widziałam radość, dumę i spokój w ich oczach. Czuli się wyjątkowo. Nie musieli martwić się przygotowaniem bigosu, pierogów i barszczu na czas. Nie denerwowali się na siebie, że nie mogą przygotowanych dań pomieścić w lodówce. Było miło, spokojnie, wesoło, intensywnie i choć nie w domu i nie wszystkim tym razem udało się dołączyć, było bardzo rodzinnie! Dawno tak dobrze nie wypoczęłam w Święta Bożego Narodzenia. Mam nadzieję, że wszyscy będziemy wspominać ten czas wyjątkowo miło. Z czystym sumieniem polecam Wam taką formę świętowania. Oczywiście nie uważam, aby taki rodzaj Świąt można było zastosować co roku, ale czasami…  czemu nie? Może nie zawsze trzeba jechać do rodziców na gotowe?

Joanna

Jestem wysoką, naturalną blondynką, która od pewnego czasu cieszy się swoim największym atutem czyli wzrostem (183 cm) i długimi nogami. Zrobienie im spontanicznego zdjęcia zainspirowało mnie do założenia wyjątkowego, moim zdaniem innego konta na Instagramie, później również bloga.

Jestem zwyczajną, ale niezwykłą kobietą, na co dzień menadżerką wysokiej 😉 klasy w międzynarodowej organizacji. Wówczas „business look” jest moim królem, a od niedawna szpilki są moją największą słabością. Wcześniej nie zawsze moja pewność siebie pozwalała mi na bycie tą najwyższą w towarzystwie. Szczęśliwie, razem z powstaniem 2legs2long zrzuciłam z głowy ten ciężar.

Prywatnie jestem miłośniczką czworonogów, duszą relacji z najbliższymi. W podróżach szukam autentycznej kuchni i lokalnego wina. Chętnie wybieram się do teatru na dobrą komedię lub musical. Otwarcie przyznaję, że mam szczęśliwe życie, które bardzo lubię. Uważam, że każdy człowiek jest z natury dobry, tylko czasami zawodzą okoliczności.

Nigdy nie farbowałam włosów, nigdy nie paliłam papierosów – tylko próbowałam 😉 Twierdzę, że dobrze jest utrzymywać ciało w jak najlepszej kondycji, jednak nie skupiam się wyłącznie na estetyce i pielęgnacji. Przesada nie jest dobra w żadnej dziedzinie życia, więc aby żyć w zgodzie ze swoim organizmem, wystarczy słuchać jak sam upomina się o swoje potrzeby.

Życie jest piękne, więc na blogu dzielę się swoimi przeżyciami, przemyśleniami, podróżami, wyzwaniami i dużą dawką motywacji. Dlaczego nie pokazuję twarzy? Taki był mój pomysł na profil. Podobno ludzka wyobraźnia potrafi działać cuda. To, co nie jest całkowicie odgadnione jest najbardziej intrygujące, dlatego w większości skupiam się na zdjęciach moich nóg. Oczywiście mam też powody zawodowe. Ale próbujcie, może kiedyś przekonacie mnie żeby było inaczej 😉

2 Comments

  1. I love it! What a cool place! Well, you are absolutely right, for a year that Christmas is something different, nothing happens. There have been more years with the family and there will be. Very cool pics. Kisses (^_-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kolejny Rok – Będzie Piękny!

NR1 w szufladzie