Wakacje z jogą

Pomysł jogowego wyjazdu zrodził się dość spontanicznie. Nasze plany wakacyjne na początku roku wyglądały zupełnie inaczej. Miał być 3-tygodniowy wyjazd do Włoch na pełnym relaksie, odkrywanie uroków wiosek i miasteczek oraz smaków lokalnego jedzenia i wina 😉 Jednak na początku czerwca musieliśmy całkowicie przeorganizować termin i długość wyjazdu.

W związku z tym po weekendowych zajęciach jogi zrodziła się myśl połączenia urlopu z ćwiczeniami. Zabrzmiało nieźle.

Ja się na pewno wkręcę, ale co powie mój mąż?

Jak wytrzyma tydzień totalnej ciszy, ilość codziennych ćwiczeń oraz wyłącznie wegetariańskie posiłki. Zareagował bardzo optymistycznie. Szybko dokonaliśmy wyboru miejsca i wstępnej rezerwacji.

Kto mnie śledzi i czyta, ten wie, że nie jestem fanką ekstremalnych i dziwnych rozrywek. Określam się #warszawskadama oczywiście trochę z przymrużeniem oka 😉 ale i tak wyjazd pod namiot, mycie w jeziorze lub dzielenie z kimś łazienki to nie moja bajka. Dlatego też im bliżej była data wyjazdu, tym większe nawiedzały mnie wątpliwości.

Oferta wyjazdowych warsztatów z różnymi szkołami jogi jest bardzo bogata. Nasz wybór padał na ciche, ale szczęśliwie mocno cywilizowane miejsce. Do celu mogliśmy dojechać samochodem, ale są dostępne miejsca np. w górach, do których trzeba dojść kilka kilometrów pieszo z plecakami. Oczywiście nawet się nad tym wcześniej nie zastanowiłam. Jak zawsze, rzeczy spakowałam do walizki na kółkach. Tylko rozsądek podpowiedział mi, aby nie zabierać szpilek 😉

Ponieważ nie wystarczyło dla nas pokoi 2-osobowych z łazienką, wybraliśmy pokój 2-osobowy z jedną łazienką wspólną dla 2 pokoi, dostępną na korytarzu. To największe akceptowalne przez nas zagęszczenie do jednego prysznica. Wiejski domek nad jeziorem, hamaki, weranda, ogródek z warzywami, psy, koty, krowy i otaczające dźwięki natury. Idealnie warunki na wyciszenie i naukę – oboje jesteśmy początkujący – jogi. Dojechaliśmy dość późno, ale idealnie na ostatnie pierwszego dnia, zajęcia wyciszające. Przeskoczyliśmy w wygodne sportowe ciuchy i pobiegliśmy się wyginać.

Pierwszy dzień, spotkanie zapoznawcze z grupą i miejscem dostarczało wystarczająco dużo nowych bodźców, więc sen nie pojawił się automatycznie.

Promienie porannego słońca obudziły mnie jeszcze przed budzikiem. Pora wstać, czas na “powitanie słońca” o 8:00. Dwunastoosobowa grupa stawiła się punktualnie. Wyjazd przeznaczony został dla osób początkujących. Oczywiście nawet w takiej grupie są różnice w poziomie zaawansowania, ale najważniejsze, że uczymy się skupiać na sobie i swoich postępach, a nie na osiągnięciach, ocenie i porównaniu do innych.

Jestem w pełni zaangażowana i czerpię radość 😉

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Business look with Veera

Yoga – moja nowa miłość