Tony Robbins

nasze pierwsze spotkanie na żywo

Część z Was wie, że każdego dnia czytam i oglądam coś rozwijającego po minimum 30 min. Wierzę, że w ten sposób dokarmiam swój umysł wiedzą, nowymi ideami, ciekawymi historiami oraz strategiami. Kiełkują one w mojej głowie, aby dawać owoce w najbardziej odpowiednim momencie.

Robię to przede wszystkim ze względu na siebie. Obserwuje swoje codzienne zachowanie oraz zmiany, które wprowadzam, aby MNIE było lepiej. Tak, mówię o sobie i siebie stawiam na pierwszym miejscu.

Zrozumiałam, że nikt nigdy nie zadba o mnie tak bardzo, jak tylko mogę to zrobić JA sama.

Wrzucam na bloga swoje przemyślenia i dzielę się z Wami tym co mocno mną wstrząsa lub daje do myślenia. Czasem są to wyłącznie inspiracje. Tak czy inaczej, oczywiście wrzucam to co uznaję za warte uwagi, bo to przecież mój blog ;-P

Dziś będzie o rozwoju i trochę o pieniądzach.

Od ponad pół roku, jestem zaangażowana w budowanie drugiego źródła dochodu, poza pracą na etacie, którą bardzo lubię w odróżnieniu do 80% ludzi  😉 Kiedy zorientowałam się, że niezależność finansowa jest w Polsce błędnie rozumiana, postanowiłam udowodnić sobie i innym, że można ją osiągnąć.

W momencie, gdy otwarcie mówię, że nie chcę do końca życia pracować dla kogoś, tylko chcę budować swoje aktywa, ludzie się śmieją. Spotkałam się z reakcjami typu: „aaa aha taak, też kiedyś tak miałem” lub „chciałoby się więcej pieniążków  powydawać co?, mąż już nie wyrabia?”, „jesteś jeszcze taka młoda, życie Ci pokaże swoją niezależność, szczególnie jak się dzieci pojawią”.

Cóż, dzieci się same nie „pojawiają” i osoby z odrobiną świadomości doskonale to wiedzą. O wkładaniu rąk w moje spodnie, napisałam już tutaj. Dziś też nie tracę energii na takie dyskusje. Wiem, że pieniądze, tak samo jak dzieci, też się same nie „pojawiają” i widzę małe szansę, na zrozumienie tego faktu przez taką osobę 😉

A zatem czym niezależność finansowa na pewno nie jest?

Jeżeli uważasz, że skoro od czasu wyprowadzki od rodziców, pracujesz na siebie i wystarcza Ci na życie, to jesteś niezależna finansowo – jesteś w błędzie. Twój „Misio” robi biznesy, o których nie masz bladego pojęcia. A Ty bez zmartwień spędzasz czas na pilatesie, kupujesz trzydzieste sandały z futrem, a na lunch chodzisz na organiczną buffalę do knajpy z różowym ptakiem w logo. Cóż, rzeźbisz swoją przyszłość w mało szlachetnym materiale.

W rzeczywistości niezależność  finansowa to sytuacja, w której mam (JA, nie mój partner) miesięczne przychody finansowe z własnego kapitału, który pracuje dla mnie, w wysokości równej miesięcznym kosztom życia lub większej.

To ten moment, w którym mogę żyć bez konieczności pracy. Jak ja to robię, na pewno jeszcze opiszę bardziej szczegółowo w kolejnych postach lub prywatnej korespondencji z Wami. Teraz chciałabym się skupić na kluczu do zarabiania dużej ilości pieniędzy, czyli rozwoju osobistym.

Zaraz po odebraniu dyplomu APP, o którym mogliście przeczytać w moim poprzednim poście, zapragnęłam doświadczyć szkolenia na międzynarodową skalę i wybrałam się na event z Tony Robbinsem.

Przykłady z Jego książek przewijają się w moim życiu wyjątkowo często. Dodatkowo po obejrzeniu filmu „Nie jestem Twoim Guru”, przekonałam się do niego jeszcze bardziej. Byłam ekstremalnie ciekawa, czego może nauczyć ponad 30 tysięczną publiczność z różnych stron świata i w jaki sposób to zrobi. Dodatkowo, zobaczyć na żywo najlepiej opłacanego mówcę scenicznego na świecie – przyznajcie, że brzmi ekscytująco! Tak na marginesie, Jego występ jest droższy niż koncert Madonny.

To było niebywałe wydarzenie. Jeden człowiek, ubrany na czarno owinął sobie nas wszystkich wokół małego palca.

Tłum szalał. Robiliśmy wszystko co chciał. A co więcej byłam tym zachwycona. Nigdy bym się nie spodziewała, że będę tańczyć, podskakiwać, ćwiczyć oddech na trybunach ogromnego stadionu. Pragnęłam zapamiętać każdą Jego wskazówkę wziętą z życiowych historii, aby zrozumieć, jak żyć najpełniej oraz odnaleźć w swoim życiu głębszy cel i sens.

Tony, z resztą nie on pierwszy, twierdzi iż ludzki umysł można „zaprogramować”. Pokazał mi metody programowania  mojego myślenia o sukcesie przez działanie. Nauczył mnie myślenia o możliwościach osiągnięcia dowolnych rezultatów życiowych, tylko dzięki konsekwentnemu wkładaniu we wszystko co robię odpowiedniej energii!

To nie była jakaś tajemna wiedza, ale sposób w jaki ją przekazuje Tony, po prostu się składa w logiczną całość. Pewnie się teraz śmiejecie, że dałam się wciągnąć w jakąś sektę i zostałam hipnotyzowana. Jednak zastanówcie się nad tym dłużej. Jak często słyszycie, że komuś się wszystko udaje, bo urodzonym pod szczęśliwą gwiazdą? Albo inaczej, że biednemu to zawsze wiatr w oczy wieje. Karmimy się takimi bzdurami od dziecka i nie wierzymy w to, że to właśnie od nas zależy jak będzie wyglądało nasze życie. Zrzucamy winę na przeróżne okoliczności, które nie mają najmniejszego znaczenia.

Naprawdę wierzysz, że 13 piątek jest pechowy? A może wracasz do domu i zamykasz się na wszystkie możliwe zamki, kiedy czarny kot przebiegnie ci drogę? A może zastanów się jakie masz szczęście, że ten kot przebiegł drogę akurat Tobie 😉 Czy nie lepiej, zamiast czekać na niewiadomy efekt przesądu, dobrze wykorzystać taki wspaniały dzień i porostu coś zrobić?

Słyszę, że tego typu mówcy są oszustami!

To cwani sprzedawcy, którzy skupiają się na najsłabszych jednostkach i żerują na ich naiwności. Oczywiście jestem przekonana, że są sprzedawcami. Tony Robbins jest najlepszym sprzedawcą świata. Czy osiągnąłby taki sukces robiąc to wszystko charytatywnie? Jego celem jest wykorzystać ludzi? Serio myślisz, że problem leży w człowieku, który jest zapraszany do współpracy przez największych przywódców świata i największe gwiazdy sportu? Czy w jego słuchaczu, który wydał masę pieniędzy na szkolenie lub kurs, po którym wrócił do domu, wrzucił fajne zdjęcia z wyjazdu na fejsbuniu, a potem nie zajrzał nawet do notatek?

Oczywiście, głupotą jest bezgranicznie ufanie jakiemukolwiek mentorowi, jednak potrzebujemy takich w swoim życiu mieć i wyciągać dla siebie dokładnie to, co nas wzbogaca. Możesz wnieść wiele dobrego do swojego życia, poszerzając swoją wiedzę. Czasami dowiesz się czegoś co będzie tak osobiste i prawdziwe, że Cię zaboli.  I dobrze bo rozwój boli! Czy masz efekty po ćwiczeniach na siłowni, które nie bolą?

Uważam, że jeśli masz możliwość, a przede wszystkim chęci to w tego typu szkoleniach warto uczestniczyć. Jak Amen w pacierzu, wiem, że w pierwszej kolejności skorzystają na tym ludzie, którzy już mają w sobie siłę do zmiany. Potrzebują jedynie iskry, która doda im energię do działania. Dla większości tego typu seminaria zakończą się ekscytacją w pierwszych dwóch tygodniach po evencie, a potem koniecznością wyszukiwania kolejnego aby czuć się dobrze.

Czy jestem nawiedzona? Czy przesadzam? Oceńcie sami.

A może chcecie jechać ze mną w przyszłym roku? Ja mam już bilet 😉

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Think pink – czyli moja nowa, własna szminka.

Sezon weselny