Time keeper

Mam pewną wadę, która w obecnych czasach jest dość mocno niespotykana, a może nawet skuszę się stwierdzić, że jest niemodna. Jestem bardzo punktualna. Zawsze przybywam wszędzie z lekkim wyprzedzeniem, a jak jestem dokładnie na czas to mam wrażenie, że jestem 5 minut spóźniona.

Staram się wychodzić kilkadziesiąt minut wcześniej, aby mieć pewność, że zdążę do celu.

Są różne sytuacje, które należy wziąć pod uwagę, żeby nie musieć się potem głupio tłumaczyć ze spóźnienia. Po pierwsze nigdy nie wiem co to może być. Nie zakładam tragicznych wypadków z koniecznością ratowania ludzkiego życia, ale w mieście po prostu zdarzają się korki. Czasem śmieciarka zatarasuje wyjazd z osiedla, nie działa sygnalizacja świetlna, robotnicy rozkopią kanalizację, ktoś będzie manifestował równość na ulicach. Nie wspominałabym o konieczności przeniesienia bezbronnego jeża z ulicy, które tak często kończą swój żywot właśnie pod kołami samochodów, gdyby nie zdarzyło mi się to już kilkakrotnie (w tym raz ratowałam z mężem biednego kreta).


Jak dojadę do celu mogę mieć kolejny kłopot, bo wolne miejsce parkingowe jest bardzo rzadko spotykanym pojęciem.

Wikipedia mogłaby zastanowić się czy je wykreślić ze swoich zbiorów. Jeśli ktoś zaprasza mnie na konkretną godzinę, to nie rozumiem dlaczego miałabym planować swoje przybycie później. Skoro organizator ustala konkretną godzinę i zakłada, że większość i tak się spóźni, to już jest totalna głupota. Wiem, że wiele osób lubi mieć tzw. “dobre wejście”. Liczy, że większość zaproszonych osób będzie już obecna, a gdy “On/Ona” przyjdzie spóźniona, wszyscy zwrócą na nią swoją uwagę. Zupełnie to do mnie nie pasuje. Uważam to za brak szacunku dla organizatora i pozostałych uczestników spotkania.

Obserwując siebie w obu sytuacjach, żadna nie jest dla mnie komfortowa. Nie lubię na nikogo czekać i bardzo mnie to denerwuje, dlatego też mam duże wyrzuty, gdy ktoś musi czekać na mnie.

Rozwiązanie optymalne… kupić zegarek, który się pokocha i nauczyć się z niego korzystać 😉

 

 

Joanna

Jestem wysoką, naturalną blondynką, która od pewnego czasu cieszy się swoim największym atutem czyli wzrostem (183 cm) i długimi nogami. Zrobienie im spontanicznego zdjęcia zainspirowało mnie do założenia wyjątkowego, moim zdaniem innego konta na Instagramie, później również bloga.

Jestem zwyczajną, ale niezwykłą kobietą, na co dzień menadżerką wysokiej 😉 klasy w międzynarodowej organizacji. Wówczas „business look” jest moim królem, a od niedawna szpilki są moją największą słabością. Wcześniej nie zawsze moja pewność siebie pozwalała mi na bycie tą najwyższą w towarzystwie. Szczęśliwie, razem z powstaniem 2legs2long zrzuciłam z głowy ten ciężar.

Prywatnie jestem miłośniczką czworonogów, duszą relacji z najbliższymi. W podróżach szukam autentycznej kuchni i lokalnego wina. Chętnie wybieram się do teatru na dobrą komedię lub musical. Otwarcie przyznaję, że mam szczęśliwe życie, które bardzo lubię. Uważam, że każdy człowiek jest z natury dobry, tylko czasami zawodzą okoliczności.

Nigdy nie farbowałam włosów, nigdy nie paliłam papierosów – tylko próbowałam 😉 Twierdzę, że dobrze jest utrzymywać ciało w jak najlepszej kondycji, jednak nie skupiam się wyłącznie na estetyce i pielęgnacji. Przesada nie jest dobra w żadnej dziedzinie życia, więc aby żyć w zgodzie ze swoim organizmem, wystarczy słuchać jak sam upomina się o swoje potrzeby.

Życie jest piękne, więc na blogu dzielę się swoimi przeżyciami, przemyśleniami, podróżami, wyzwaniami i dużą dawką motywacji. Dlaczego nie pokazuję twarzy? Taki był mój pomysł na profil. Podobno ludzka wyobraźnia potrafi działać cuda. To, co nie jest całkowicie odgadnione jest najbardziej intrygujące, dlatego w większości skupiam się na zdjęciach moich nóg. Oczywiście mam też powody zawodowe. Ale próbujcie, może kiedyś przekonacie mnie żeby było inaczej 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

WrocLoVe

Piękne NOGI