Think pink – czyli moja nowa, własna szminka.

Otworzyłam gustownie zapakowany prezencik z logo „M” i przeczytałam „Stwórz własny projekt szminki”. Serio? Ja i projekt szminki? Przecież ja się na tym nie znam. Jeśli ktoś da mi możliwość samodzielnego mieszania kolorów, a potem będę miała się tym malować, zrobię sobie krzywdę. Kolejny prezent – gadżet – do szuflady.

Moje nastawienie szybko się zmieniło, kiedy poczytałam o profesjonalnym doświadczeniu kosmetycznym LipLab.

Na dzień dobry, zaskoczyło mnie śliczne, cukierkowe wnętrze. To miejsce jest stworzone dla kobiet, które uwielbiają otaczać się przedmiotami we wszelkich możliwych odcieniach różu i czerwieni.

Cały spektakl zaczyna się od wywiadu z informacją o bezpieczeństwie danych i dezynfekcji rąk – za co duży plus. Następnie pierwszy raz w życiu robiłam peeling ust. Zabawne uczucie, tym bardziej, że tak pachniał malinami, że miałam ochotę go zlizać, a nie wcierać. Kolejnym zabiegiem jest nawilżającą maska na usta. Była bardzo gęsta i kompletnie skleiła mi usta i uciszyła na dobrych kilka minut 😉

Miałam do wyboru błyszczyk, klasyczną pomadkę w sztyfcie lub pomadkę w płynie. Po konsultacji z profesjonalistką, postawiłam na klasykę. Pojawił się jednak większy dylemat, czyli kolor. Wiem, że mogę mieć wiele pomadek, ale ta jedna, moja, autorska, powinna być elementem mojej osobowości. 

Kusił mnie jakiś szalony, mocny róż, albo seksowna czerwień, a z drugiej strony zależało mi na codziennej możliwości stosowania szminki. Wygrał rozsądek i poprosiłam o coś uniwersalnego w odcieniach różu.

Oszalałam kiedy mogłam wybrać smak i zapach mojej nowej pomadki.

Małe złote flakoniki przekładałam w tę i z powrotem. Ostatecznie wybrałam zapach czekolady, a smak malinowej trufli. No sami przyznajcie, czy to nie idealne połączenie malinowo, czekoladowa trufla…. Mmmm?! Do wszystkiego Pani dolewała olejki, pigmenty, rozświetlacze, utrwalacze, pokrywacze i skrupulatnie mieszała, gładziła i rozcierała. Zanim kosmetyk nabierze ostatecznego kształtu, próbowałam pomadkę na ustach i wprowadzałyśmy drobne poprawki.


Po ostatecznej akceptacji, Ekspertka pięknych ust przekłada masę do pudełeczka. Pomadka rozstaje rozgrzana a potem w płynnej konsystencji przelana do pomadkowej formy. Na koniec forma z pomadką trafia na kilka chwil w lodówce. Wykorzystałam ten czas na wybór opakowania, w którym został oprawiony gotowy sztyft.  Pomadka jednak nie jest jeszcze gotowa do użycia. Musi odczekać dobę, aby móc w 100% realizować swoje zadanie 😉

Finałem jest odbicie pomalowanych ust na specjalnym liściku, w którym możesz zanotować wybrany zapach, smak oraz podarować imię swojej nowej zdobyczy.

Indywidualna wizyta w salonie trwa ok. 30 – 40 minut i to jest naprawdę doskonale spędzony czas. LipLab to świetne miejsce na babskie ploteczki z atrakcją w tle. Możecie tu przyjść przed rozpoczęciem długiego i szalonego wieczora z dziewczynami, bez cateringu i na pewno bez alkoholu, co bardzo cenię.   

Jakość produktu?! Kompletnie nie uważam się za ekspertkę. Jednak zauważyłam sporą różnicę w trwałości szminki na ustach, w stosunku do produktów komercyjnych marek. Bardzo dobrze się trzymała, nawet gdy piłam i jadłam w ciągu dnia. Oczywiście poprawiałam kolor, jednak dobrze się scalała z istniejącą warstwą. Do tego doskonale nawilża moje usta.

Podsumowując, nie spodziewałam się, że z procesu wykonywania szminki można mieć tyle radości, a miałam! Po drugie poza doświadczeniem, nie liczyłam na dobrej jakości produkt, a dostałam go. Po trzecie nigdy nie robiłam prezentów typu prezent marzeń. Uważałam to za mało kreatywne chodzenie na łatwiznę, a dzięki temu, który otrzymałam, chętnie będę korzystać i obdarowywać.

 

 

2 Comments

  1. Wow! To brzmi naprawdę zachęcająco, można zajrzeć za kulisy produkcji i jeszcze stworzyć idealną szminkę, którą czasem trudno dobrać w drogerii. Dla mnie to ciekawy pomysł 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Inwestycje, które dają zwrot przez całe życie

Tony Robbins