Papugowy zawrót głowy

Rzucając luźno pomysł sobotniego wypadu do niedawno otwartej papugarni w Warszawie, zupełnie nie wiedziałam na co się piszę. Znałam jedynie lokalizację 😉 Słyszałam, że jest tam fajnie, ale nie myślałam, że aż tak fajnie.

Papugi różnych gatunków przelatują dosłownie przed oczami i są na wyciągnięcie ręki.

Siadają gdzie chcą i na kogo chcą. Po przekroczeniu korytarzyka, w którym wymagana jest dezynfekcja rąk, wkraczamy do jednej wielkiej woliery. Do domu wczasowego papug, w którym wszystko jest na ich zasadach. Dlatego uważajcie na plecaki, torby, okulary oraz  biżuterię. Te rzeczy to coś czym są wyjątkowo zainteresowane. Ni stąd, ni z owąd na głowie ląduje ptaszyna, której spodobała się akurat np. twoja spinka i postanowiła sobie spróbować ją przywłaszczyć 😉

Znajdują się tutaj najpopularniejsze gatunki tych ptaków: ary, kakadu, nimfy, żako, rudosterki, aleksanderty i wiele innych.

Z zachwytem obserwuje ary, ale podchodzę do nich z ogromnym szacunkiem i dystansem. Ich masywne, mocno zaokrąglone dzioby, szpony oraz wydawane dźwięki nie wyzwalają we mnie dodatkowej potrzeby dotykania ich. Dlatego wolę podziwiać i nie ryzykować. Skoro takie mniejsze dziabągi potrafią wyjątkowo mocno skubnąć w ucho lub palec, zaznaczając człowiekowi gdzie jest jego miejsce, to co dopiero taka ara.

Uważam, że to bardzo pozytywne miejsce w którym widać, że ptaki czują się dobrze. Nie ma pojedynczych wąskich i zamkniętych klatek. Jest interesująco zagospodarowana przestrzeń, w której ONE są gwiazdami. Widać, że od pisklaka przebywają w towarzystwie człowieka. Lgną do interesujących je rzeczy, a kiedy nie mają ochoty na towarzystwo, też to zasygnalizują. Niektóre nawet potrafią mówić, bo nie wspomnę o gwizdaniu czy kiwaniu główką, “papugując” człowieka lub w rytm muzyki. Mogłam się tego spodziewać, ale to nadal bardzo zaskakujące, kiedy słyszysz nad swoją głową papugowe “Nie wolno!

Miejsce fantastycznie ładuje baterie nie tylko u dzieci, choć ich zadowolone buzie to dodatkowy atut tego miejsca!

Ja na pewno, za jakiś czas, wrócę po dodatkową dawkę endorfin 😉

I jeszcze jedna sprawa. Jeśli macie taką możliwość, odwiedźcie to miejsce w tygodniu. Podobno jest znaczniej mniej ludzi, a ptaki jeszcze bardziej aktywne.

 

 

Joanna

Jestem wysoką, naturalną blondynką, która od pewnego czasu cieszy się swoim największym atutem czyli wzrostem (183 cm) i długimi nogami. Zrobienie im spontanicznego zdjęcia zainspirowało mnie do założenia wyjątkowego, moim zdaniem innego konta na Instagramie, później również bloga.

Jestem zwyczajną, ale niezwykłą kobietą, na co dzień menadżerką wysokiej 😉 klasy w międzynarodowej organizacji. Wówczas „business look” jest moim królem, a od niedawna szpilki są moją największą słabością. Wcześniej nie zawsze moja pewność siebie pozwalała mi na bycie tą najwyższą w towarzystwie. Szczęśliwie, razem z powstaniem 2legs2long zrzuciłam z głowy ten ciężar.

Prywatnie jestem miłośniczką czworonogów, duszą relacji z najbliższymi. W podróżach szukam autentycznej kuchni i lokalnego wina. Chętnie wybieram się do teatru na dobrą komedię lub musical. Otwarcie przyznaję, że mam szczęśliwe życie, które bardzo lubię. Uważam, że każdy człowiek jest z natury dobry, tylko czasami zawodzą okoliczności.

Nigdy nie farbowałam włosów, nigdy nie paliłam papierosów – tylko próbowałam 😉 Twierdzę, że dobrze jest utrzymywać ciało w jak najlepszej kondycji, jednak nie skupiam się wyłącznie na estetyce i pielęgnacji. Przesada nie jest dobra w żadnej dziedzinie życia, więc aby żyć w zgodzie ze swoim organizmem, wystarczy słuchać jak sam upomina się o swoje potrzeby.

Życie jest piękne, więc na blogu dzielę się swoimi przeżyciami, przemyśleniami, podróżami, wyzwaniami i dużą dawką motywacji. Dlaczego nie pokazuję twarzy? Taki był mój pomysł na profil. Podobno ludzka wyobraźnia potrafi działać cuda. To, co nie jest całkowicie odgadnione jest najbardziej intrygujące, dlatego w większości skupiam się na zdjęciach moich nóg. Oczywiście mam też powody zawodowe. Ale próbujcie, może kiedyś przekonacie mnie żeby było inaczej 😉

6 Comments

  1. Jeżdżąc do byłej pracy mijałam to miejsce i zawsze mnie kusiło by wejść, ale z drugiej strony…boję się ptaków. O ile do małych słodkich sikorek czy wróbelków nic nie mam, to już te duże budzą moje przerażenie. Pozostaje mi oglądanie zdjęć i zbieranie się na odwagę, może kiedyś 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Moje pierwsze urodziny

Bomba w górę!