Never skip the LEGS day

Wiele razy starałam się wpleść w moją codzienność najprostszą aktywność fizyczną. Jak się zapewne domyślacie – nie było łatwo!

Gdyby ktoś mi powiedział pół roku temu, że aż tyle będzie się działo w moim życiu, roześmiałabym mu się w twarz. Zastanawiam się co wpłynęło na aktualne decyzje? Czy to, że trafiłam na inne fantastyczne i motywujące blogi? Czy może to, że osobiście poznałam interesujące osoby, które dają mi możliwość spojrzeć inaczej na świat.

Ostatnie przeżycia, które mocno mną potrząsnęły. A może zmiana miejsca pracy? WSZYSTKO! Małe i duże sprawy, sytuacje, ludzie i zdarzenia, mówią mi, że nikt nie będzie walczył o mnie jeśli ja sama o siebie nie zawalczę. Nikt nie będzie potrafił kochać innej osoby tak jak ona sama. Jestem kimś, komu najbardziej na mnie zależy! Wszystko co robię, muszę robić przede wszystkim dla siebie! Zawsze wydawało mi się, że jak będę dbać o innych to “dobro” do mnie wróci. Owszem dbam i wraca, ale nie chce mi się tyle czekać 😉

Wiele razy starałam się wpleść w moją codzienność najprostszą aktywność fizyczną. Jak się zapewne domyślacie – nie było łatwo! Wymówki mają kosmiczną moc i pojawiają się szybciej niż sama się spodziewałam. Zapał do siłowni pojawiał się u mnie raz na jakiś czas i gasł tak samo szybko jak się pojawiał. Oczywiście, miałam również etap wykonywania ćwiczeń w domu. Wychodziłam z założenia, że nie ma sensu tracić czasu na dojazd, przebieranie, prysznic po treningu itd. W domu przecież też mogę to zrobić np. z Chodakowską z Internetu, znacznie szybciej i bezpłatnie. Nie chce teraz tego krytykować, bo nadal uważam, że każdy czas poświęcony na aktywność fizyczną jest dobry. Jednak bez odpowiednio silnej woli możemy się szybciej zniechęcić, ponieważ efekty, których oczekujemy pojawią się zdecydowanie za wolno.

Pamiętacie mój tydzień z jogą. Po powrocie nie chciałam stracić tego co mi się udało wypracować, dlatego też częściej odwiedzałam szkołę jogi i siłownię. Ku mojemu zdziwieniu, los w porozumieniu z przeznaczeniem spowodowały, że pewnego dnia zostałam zaczepiona przez trenerkę osobistą. Zdaję sobie sprawę, że taka ich rola, ale uwierzcie mi, że kręci się ich wielu, ale nikt wcześniej się nie odważył. Sama dobrze wiem jak to jest, człowiek próbuje się zmotywować, ale samemu łatwiej jest odpuścić lub trochę oszukiwać. Z nią zaiskrzyło od razu, więc obietnica fajnej atmosfery na treningach, zobowiązanie wobec osoby, która podjęła ryzyko i wydanie pieniądze motywują. Szkoda stracić coś za co się zapłaciło, a skoro się z kimś umawiam na konkretną godzinę, to nie mogę odwoływać spotkań, lub co gorsze nie przychodzić.

Na pierwszych zajęciach dostałam w dupę taaak, że nie mogłam się ruszyć przez kolejne kilka dni. Zapewne się domyślacie, że właśnie to zmotywowało mnie do podjęcia decyzji o dalszej współpracy. Ponad 30 lat na karku, tu strzyka, tam kłuje, brak kondycji plus chęć poprawy mojej estetyki w bikini – to chyba wystarczające powody, aby ruszyć dupsko.

Nie było i nadal nie jest lekko. Minął już miesiąc i kilkanaście treningów za mną. W każdym tygodniu staram się walczyć co najmniej 3 razy – oczywiście nie zawsze się udaję. Poza umówionymi treningami, moja kochana przyjaciółka, wspomaga mnie w działaniach mocno i motywuje do dodatkowych wspólnych ćwiczeń. Czasami wstaje nawet przed 6:00 rano, aby zdążyć na 7:00 na trening. Pakuje torbę i zabieram ją ze sobą, aby prosto z pracy gonić na siłownię lub odwrotnie. Tylko wyobraźcie sobie jak wchodzę rano do szatni w wyciągniętej bluzie i trampkach, a wychodzę na 11 cm szpilce w ołówkowej sukience 🙂 Sama siebie nie poznaję. Kiedyś wydawało mi się to po prostu głupie i niepotrzebne. Wolałam się wyspać. Teraz, kiedy dostrzegam pierwsze efekty czuję się fantastycznie i chce więcej! Polecam Wam wspólne ćwiczenia, z chłopakiem, mężem, przyjaciółką, a jak możecie z dobrym trenerem personalnym. Podkreślam DOBRYM, który będzie z Wami ćwiczył, kiedy trzeba, będzie Was asekurował, poprawiał, motywował, wspierał, chwali i karcił, a nie gapił się w telefon i wydawał komendy. Obserwuję to w różnych klubach i nawet nie żałuję ludzi, którzy płacą palantom za patrzenie w komórkę, kiedy oni wylewają z siebie pot. Ja chcę, żeby ta godzina była tylko dla mnie, mojego brzucha, moich pośladków, moich długich i coraz smuklejszych #milliondollarlegs 🙂

Ile potrwa ten stan?! To dobre pytanie. Nie mam pojęcia 😉 “cieszę” się chwilą i tym, że w tej postaci jestem dla mojego męża zupełnie nowym odkryciem 😉

Jakie są oznaki kryzysu w związku?

Moje 10 sposobów na walkę z codziennością