Nerwy – dziś przegrałam

Moja praca wymaga ode mnie przede wszystkim dobrej organizacji, podzielnej uwagi  i opanowania. Sytuacje stresujące to dla mnie chleb powszedni. Jedna, dwie, trzy a nawet kilka jednocześnie. Jednak dzisiaj się nie popisałam i nie jestem z siebie dumna.

Teraz jest mi wstyd i wiem, że mogłam rozegrać sprawę inaczej, ale poniosło mnie.

Emocje wzięły górę. Zimna krew zagotowała się do maksimum. Już dawno nie zostałam tak bardzo wyprowadzona z równowagi. Wydarłam się niemiłosiernie na jednego z pracowników. W dość mocno niecenzuralnych słowach, powiedziałam mu, żeby „oddał fartucha i wynosił się do domu”.

Wnerwia mnie ludzka bezmyślność. Ja też nie jestem wróżką Semirą, ale podstawowe reakcje nie jest aż tak trudno przewidzieć. Wiem, że aktualnie w każdym poradniku zachęcają do bezpośredniego mówienia o uczuciach, aby nie ukrywać emocji, tylko czy to jest zawsze OK?

Dobra, praca pracą, ja sobie swoje przemyślę, wnioski wyciągnę, ostatecznie mogą mnie zwolnić, cóż! 😉 Tylko czy sytuacja będzie podobna w momencie, gdy stracimy opanowanie w relacji z bliską nam osobą. Analizując swoje kłótnie, to chyba jestem jak nasze przysłowie „Polak mądry po szkodzie”. Pierdzielę w nerwach i zdecydowanie tylko po to żeby zrobić na złość … a potem żałuję.

Mam też taktykę numer dwa – nie będę się odzywać! Niestety nadal uważam, że jest ona dużo lepsza od pierwszej, ale czy to nie jest dobry moment na wypowiedzenie drugiej osobie czegoś szczerze?! Moim zdaniem NIE, bo czy rzeczywiście to co mówimy w nerwach jest szczere? Powtarzam sobie: Daj spokój. Nie unoś się zranioną dumą. Nie żądaj, aby ludzie byli obowiązkowi i doskonali. Niech sobie będą jacy są – przecież to ich indywidualna sprawa.

Moją sprawą jest to, aby się do nich życzliwie odnosić. A jak jest u Was?

 

 

Joanna

Jestem wysoką, naturalną blondynką, która od pewnego czasu cieszy się swoim największym atutem czyli wzrostem (183 cm) i długimi nogami. Zrobienie im spontanicznego zdjęcia zainspirowało mnie do założenia wyjątkowego, moim zdaniem innego konta na Instagramie, później również bloga.

Jestem zwyczajną, ale niezwykłą kobietą, na co dzień menadżerką wysokiej 😉 klasy w międzynarodowej organizacji. Wówczas „business look” jest moim królem, a od niedawna szpilki są moją największą słabością. Wcześniej nie zawsze moja pewność siebie pozwalała mi na bycie tą najwyższą w towarzystwie. Szczęśliwie, razem z powstaniem 2legs2long zrzuciłam z głowy ten ciężar.

Prywatnie jestem miłośniczką czworonogów, duszą relacji z najbliższymi. W podróżach szukam autentycznej kuchni i lokalnego wina. Chętnie wybieram się do teatru na dobrą komedię lub musical. Otwarcie przyznaję, że mam szczęśliwe życie, które bardzo lubię. Uważam, że każdy człowiek jest z natury dobry, tylko czasami zawodzą okoliczności.

Nigdy nie farbowałam włosów, nigdy nie paliłam papierosów – tylko próbowałam 😉 Twierdzę, że dobrze jest utrzymywać ciało w jak najlepszej kondycji, jednak nie skupiam się wyłącznie na estetyce i pielęgnacji. Przesada nie jest dobra w żadnej dziedzinie życia, więc aby żyć w zgodzie ze swoim organizmem, wystarczy słuchać jak sam upomina się o swoje potrzeby.

Życie jest piękne, więc na blogu dzielę się swoimi przeżyciami, przemyśleniami, podróżami, wyzwaniami i dużą dawką motywacji. Dlaczego nie pokazuję twarzy? Taki był mój pomysł na profil. Podobno ludzka wyobraźnia potrafi działać cuda. To, co nie jest całkowicie odgadnione jest najbardziej intrygujące, dlatego w większości skupiam się na zdjęciach moich nóg. Oczywiście mam też powody zawodowe. Ale próbujcie, może kiedyś przekonacie mnie żeby było inaczej 😉

Naturalna

Roomservice