Naturalna

Wierzcie lub nie… Ci co mnie znają osobiście mogą potwierdzić. NIGDY, ale to przenigdy, nie miałam farbowanych włosów. Zapytacie jak to możliwe… sama nie wiem. Może dlatego, że jako nastolatka farbowałam włosy mojej mamie. Wspominam to bardzo dobrze.

To był tylko nasz czas, matki i córki. Plotkowałyśmy zamknięte w łazience, ponieważ tata z bratem, nie mogli znieść wyjątkowego zapachu. Początki były trudne bo nie dociągnęłam gdzieniegdzie farby. Pofarbowałam jej nie raz uszy, a sobie ręce nawet będąc w rękawiczkach. 😉

Dużo ciekawych rozmów i miło spędzonego czasu. Nawet teraz, gdy ją odwiedzam, często stara się wyczekać najlepszego momentu i pyta: „Będziesz miała chwile, żeby pofarbować mi włosy?” 😉 Nie zmienia to faktu, że podczas kolorowych rytuałów, zawsze słyszałam „O Matko! Gdybym nie musiała tego robić.. Gdybym nie była już siwa, nigdy bym się nie farbowała!”

A może dlatego, że widziałam moje koleżanki w zmienionych kolorach, które często wyglądały DZIWNIE.

A może dlatego, że nie znoszę odrostów?!

Uważam, że to najgorszy etap koloryzacji, jak również pozbywania się odmiennego koloru z głowy. Często zdarzało się, że nie zawsze dziewczyny miały pieniądze na terminowe położenie farby i musiały „doczekać”, bidulki. No i oczywiście niszczenie włosów. Nikt mi nie wmówi, że to nie jest inwazyjne. Widziałam takie piękne siano nie raz. Więc mówiąc szczerze nie ciągnęło mnie jakoś do tego.

Jestem „ciemną blondynką” – uwielbiam to stwierdzenie – takie przewrotne wykluczenie. 😉 Latem od słońca, moje włosy zdecydowanie jaśnieją i wówczas zaczynają się pytania… „Co robiłaś z włosami?!; Oooo ładnie Ci ktoś położył farbę, gdzie robiłaś?” – tam gdzie zawsze i to co zwykle, czyli NIC.

Oczywiście, nie byłabym kobietą gdybym o tym nie myślała.

Najintensywniej 3 lata temu. Miałam ciężkie przeżycie (może Wam kiedyś opowiem) i chciałam przestać być sobą. Chciałam zmienić wszystko co było możliwe do zmiany! Obciąć maksymalnie krótko włosy. Totalnie zmienić kolor np. na kruczo czarny, czerwony lub kompletnie siwe. Potrzebowałam czegoś co pozwoli mi myśleć, że nie jestem tą samą osobą patrząc w lustro. Dzięki osobom, które były wówczas ze mną nie zrobiłam tego.

Jasne, część z Was powie „włosy nie zęby odrosną, a skoro miałam taką potrzebę to powinnam to zrobić”. Może i tak, ale nie chodzi mi o zmianę koloru, tylko co się za nią dla mnie kryło. Potrzebowałam ucieczki. Dzięki wsparciu, zrozumieniu i nie obwinianiu mnie za to co się stało (bo sama wobec siebie oczywiście stosowałam wszystkie wymienione taktyki). Dotarło do mnie, że nic nie muszę robić bo wcale tego nie chcę, a zmiana wyglądu na chwile mi nie pomoże. Do dnia dzisiejszego mam swój naturalny kolor i za każdym razem kiedy jestem u fryzjera słyszę to samo „WoW Pani ma swój kolor, to obecnie mało spotykane!”

To co zaczynamy zakłady?? Wytrzymam, czy do pierwszego siwego włosa?? Jestem przekonana, że już są tylko umiejętnie się ukrywają 😉

 

 

Joanna

Jestem wysoką, naturalną blondynką, która od pewnego czasu cieszy się swoim największym atutem czyli wzrostem (183 cm) i długimi nogami. Zrobienie im spontanicznego zdjęcia zainspirowało mnie do założenia wyjątkowego, moim zdaniem innego konta na Instagramie, później również bloga.

Jestem zwyczajną, ale niezwykłą kobietą, na co dzień menadżerką wysokiej 😉 klasy w międzynarodowej organizacji. Wówczas „business look” jest moim królem, a od niedawna szpilki są moją największą słabością. Wcześniej nie zawsze moja pewność siebie pozwalała mi na bycie tą najwyższą w towarzystwie. Szczęśliwie, razem z powstaniem 2legs2long zrzuciłam z głowy ten ciężar.

Prywatnie jestem miłośniczką czworonogów, duszą relacji z najbliższymi. W podróżach szukam autentycznej kuchni i lokalnego wina. Chętnie wybieram się do teatru na dobrą komedię lub musical. Otwarcie przyznaję, że mam szczęśliwe życie, które bardzo lubię. Uważam, że każdy człowiek jest z natury dobry, tylko czasami zawodzą okoliczności.

Nigdy nie farbowałam włosów, nigdy nie paliłam papierosów – tylko próbowałam 😉 Twierdzę, że dobrze jest utrzymywać ciało w jak najlepszej kondycji, jednak nie skupiam się wyłącznie na estetyce i pielęgnacji. Przesada nie jest dobra w żadnej dziedzinie życia, więc aby żyć w zgodzie ze swoim organizmem, wystarczy słuchać jak sam upomina się o swoje potrzeby.

Życie jest piękne, więc na blogu dzielę się swoimi przeżyciami, przemyśleniami, podróżami, wyzwaniami i dużą dawką motywacji. Dlaczego nie pokazuję twarzy? Taki był mój pomysł na profil. Podobno ludzka wyobraźnia potrafi działać cuda. To, co nie jest całkowicie odgadnione jest najbardziej intrygujące, dlatego w większości skupiam się na zdjęciach moich nóg. Oczywiście mam też powody zawodowe. Ale próbujcie, może kiedyś przekonacie mnie żeby było inaczej 😉

4 Comments

  1. I know I’ve told you many times about Instagram, I know. But you look like an amazing and spectacular woman and I wish I could tell you more things but the language prevents me. (^_^) jejeje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wiara w siebie

Nerwy – dziś przegrałam