Małe rytuały

Moje ostatnie tygodnie pokazują mi, że życie potrafi być szalone. Coraz częściej mam poczucie, że brakuje mi na wszystko czasu. Szalony pęd spowodował, że w jedną wolną niedzielę postanowiłam przeanalizować jak wyglądały moje ostatnie dni.

Zaczęłam się zastanawiać czy mam jakieś specyficzne czynności, które powtarzam cyklicznie i czy mają one na mnie, moje życie i moich bliskich dobry wpływ, czy może jednak niekoniecznie.

Codzienność potrafi nas często przerosnąć.

Dajemy się jej całkowicie pochłonąć. Przestajemy rozróżniać wykonywane przez nas czynności i obowiązki. Jesteśmy wiecznie zajęci, nie mamy czasu dla siebie, dla rodziny i wmawiamy sobie, że odpoczynek jest niepotrzebny. Łapiemy się na tym, że sprawy, które nie są koniecznością nie mają znaczenia. Tracą sens czynności, które nie przynoszą korzyści. Marnowanie czasu na niemodne przyjemności, czyli takie, którymi nie chwalisz się na swoim profilu, jest społecznie nieatrakcyjne. Zapominamy o tym, co sprawia nam zwyczajną, codzienną przyjemność i tak naprawdę nic nie kosztuje.

Do tych właśnie czynności zaliczyłabym rytuały.

Nie mówię tu o rytuałach magicznych, klątwach, urokach czy przesądach, takich jak wstawanie prawą nogą. Mówię tu o docenieniu i pielęgnowaniu zwykłych przyjemności. Rytuały porządkują i uspakajają nasze codzienne życie. Oczywiście nie wolno ich mylić z rutyną, która jest bardzo zgubna.

Doceniam, lubię i szanuję wspólne posiłki.

Czasami jest nam dany tylko jeden w ciągu dnia, czasami dwa, a bardzo rzadko trzy, ale nie jest ważne ile. Celebrujemy ten wspólny moment. Nie serfujemy wówczas w Internecie, nie oglądamy telewizji czy youtube.com. Zazwyczaj rozmawiamy, ale jeśli nie, cisza też jest wspólna. Siadamy razem przy stole i razem zaczynamy jeść. Razem zaczynamy wino dopiero jak symbolicznie stukniemy się kieliszkami.

Droga do pracy to mój moment wyciszenia. Skupiam się na tym co mam dziś zrobić. Jakie mam umówione spotkania, rozmowy itp. Nie prowadzę wówczas rozmów telefonicznych. Słucham zazwyczaj radia i jestem SAMA.

Powrót z pracy to kolejny codzienny rytuał w którym jestem sama, ale już w zupełnie inny sposób.

Ten czas wykorzystuję na rozmowy telefoniczne. Dzwonię najczęściej do mamy, ale nie myślcie sobie że codziennie. To chwila, w której lubię zrobić niespodziankę znajomym, bliskim lub komuś z kim dawno nie rozmawiałam. Czasami mogą to być krótkie rozmowy: „Cześć, co robisz? Dawno nie rozmawiałyśmy, a ja bardzo tęsknię i chciałam sprawdzić czy u Ciebie wszystko dobrze.” Lubię usłyszeć, że zrobiłam drugiej osobie miłą niespodziankę. Podczas ostatniej, ekspresowej wręcz rozmowy, usłyszałam nawet: „Moje marzenie już się spełniło, usłyszałem Cię”. Wtedy to była miła niespodzianka dla mnie 😉

Wieczorne wyciszenie to dla mnie jeden z najważniejszych rytuałów.

Kiedyś uwielbiałam godzinę 22:22 😉 To był moment w którym rozgrzewałam już stopy pod kołderką rozmyślając o wydarzeniach z minionego dnia. Obecnie kładę się nieco później, ale wyciszenie jest bardzo podobne. Zazwyczaj trwa ponad godzinę. Jest to czas na spokojną herbatę i wieczorną toaletę. Och tak, uwielbiam wypić wieczorem gorącą herbatkę. Jest mi to bez różnicy czy jest to zima czy inna pora roku. Zimą po prostu szybciej zapalam świeczki 😉 Wieczorna herbatka musi być.

Precyzyjne mycie zębów. Wiem, może to zabrzmi dziwnie, ale nawet w stanie „upojenia alkoholowego” nie położę się spać bez dokładnie umytych zębów. Pamiętacie bajkę dla dzieci „Było sobie życie” i odcinek o jamie ustnej. Ja pamiętam go znakomicie i nie pozwalam na rozpoczęcie „budowy” na moim szkliwie 😉

Nie chodzi mi o przekonywanie Was do robienia podobnych rzeczy.

Chodzi mi, żebyście znaleźli w ciągu dnia czas na przyjemność. Moment dający Wam radość, spokój i wytchnienie. Mało ważne jest to czy jesteś w związku czy nie, może masz dzieci, a może gospodarstwo czy jesteś młody czy stary. Nie zapominaj o małych rzeczach, które sprawiają Tobie przyjemność. Nie wstydź się ich. Może lubisz akurat moczyć stopy w misce z gorącą wodą – i pięknie i rób tak dalej!

Nikomu nic do tego co lubisz robić. Nie pozwól na zwykłe przemijanie. Pielęgnuj to! 😉

 

 

Joanna

Jestem wysoką, naturalną blondynką, która od pewnego czasu cieszy się swoim największym atutem czyli wzrostem (183 cm) i długimi nogami. Zrobienie im spontanicznego zdjęcia zainspirowało mnie do założenia wyjątkowego, moim zdaniem innego konta na Instagramie, później również bloga.

Jestem zwyczajną, ale niezwykłą kobietą, na co dzień menadżerką wysokiej 😉 klasy w międzynarodowej organizacji. Wówczas „business look” jest moim królem, a od niedawna szpilki są moją największą słabością. Wcześniej nie zawsze moja pewność siebie pozwalała mi na bycie tą najwyższą w towarzystwie. Szczęśliwie, razem z powstaniem 2legs2long zrzuciłam z głowy ten ciężar.

Prywatnie jestem miłośniczką czworonogów, duszą relacji z najbliższymi. W podróżach szukam autentycznej kuchni i lokalnego wina. Chętnie wybieram się do teatru na dobrą komedię lub musical. Otwarcie przyznaję, że mam szczęśliwe życie, które bardzo lubię. Uważam, że każdy człowiek jest z natury dobry, tylko czasami zawodzą okoliczności.

Nigdy nie farbowałam włosów, nigdy nie paliłam papierosów – tylko próbowałam 😉 Twierdzę, że dobrze jest utrzymywać ciało w jak najlepszej kondycji, jednak nie skupiam się wyłącznie na estetyce i pielęgnacji. Przesada nie jest dobra w żadnej dziedzinie życia, więc aby żyć w zgodzie ze swoim organizmem, wystarczy słuchać jak sam upomina się o swoje potrzeby.

Życie jest piękne, więc na blogu dzielę się swoimi przeżyciami, przemyśleniami, podróżami, wyzwaniami i dużą dawką motywacji. Dlaczego nie pokazuję twarzy? Taki był mój pomysł na profil. Podobno ludzka wyobraźnia potrafi działać cuda. To, co nie jest całkowicie odgadnione jest najbardziej intrygujące, dlatego w większości skupiam się na zdjęciach moich nóg. Oczywiście mam też powody zawodowe. Ale próbujcie, może kiedyś przekonacie mnie żeby było inaczej 😉

5 Comments

  1. Ja tez mam kilkanaście takich rytuałów, które towarzyszą mi od zawsze. Na bank na pierwszym miejscu jest KAWA. Codziennie, rano. Drepcze do kuchni od razu kiedy wstanę z lóżka. A co to zębów, doskonale Cię rozumiem. Równiez mam po prostu na tym pukncie totalnego fioła! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czy można przytulić duszę?

Ciśśś….