Magiczna liczba 30

Zapewne domyślacie się o czym chce napisać. Nie jest to szczęśliwy numerek za pomocą którego wygrałam fortunę i będę od dziś zajmować się tylko przyjemnościami 😉 Chodzi mi o tajemniczą, ukochaną, magiczną, znienawidzoną, a zarazem wyczekiwaną trzydziestkę.

Nie chce się wywodzić w tym wpisie na temat mojego wieku. Chodzi mi o zdiagnozowanie społecznego podejścia do osób przekraczających 30 lat. O co tu chodzi?

Czy w dniu urodzin jesteśmy jeszcze niedojrzali, a magiczna moc czarodziejskiej wróżki po północy zmienia nas o 180 stopni? Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale w znaczącej części dotyczy to kobiet. To “ONE”“JUŻ” po 30-stce – starsze, czas im ucieka, zagapiły się. Mężczyźni są dojrzalsi, przystojniejsi, męscy i oczywiście bardziej doświadczeni.

Na palcach jednej ręki mogę policzyć koleżanki, którym 30 urodziny nie robiły żadnej różnicy w porównaniu do pozostałych i nadchodzących. I niestety nie mogę doliczyć swojej osoby do tych wyjątkowych kobiet. Presja otoczenia, głupio zadane pytania i jeszcze gorzej udzielane odpowiedzi, doprowadziły moje podejście do stanu znienawidzenia tego wieku.

Nie zrozumcie mnie źle, nic wyjątkowego, szczególne i wartego specjalnej uwagi się nie wydarzyło – może i na moje szczęście, ale po prostu nie chciałam przekraczać trzydziestu lat.

Dlaczego?

Sama nie wiem. Może dlatego, że swoją osobą nie wpisuję się w ustalone w Polsce kanony kobiety i rodziny. Że jeszcze nie jestem matką… A może dlatego, że „zmiana kodu – trójka z przodu” powinna mnie do czegoś zobowiązywać, a ja tego nie czułam? Nie wiem, serio, nie potrafię powiedzieć dlaczego było mi tak źle.

Musiałam sporo popracować nad swoją głową, co nie wyklucza mojej nieustającej, codziennej walki z durnymi wypowiedziami szufladkującymi kobiety. Nie uwierzę jeśli nigdy nie byliście świadkami wypowiedzi typu:

„…a wiesz, że Kaśka, ta z księgowości to ze swoim jest już 5 lat i jej się nie oświadczył. Dziewczyna musi działać bo 30-sta jej zaraz stuknie…”

„… wiesz oświadczyłem się, znamy się rok, ale Ona jest ode mnie starsza i za dwa lata będzie miała 30 lat, nie ma na co czekać. Pierwsze dziecko musi być przed 30-stką…”

„… jej to już łatwo nie będzie! Jest już po 30-stce…”

Wiek to tylko liczba, którą można oszukać.

Moja mama jest akurat specjalistką w tej dziedzinie 😉 Nawet kiedy postanowiła założyć sobie konto społecznościowe, żeby poszukać znajomych z dawnych lat wpisała nieprawdziwy rok urodzenia 😉 Powiedziała mi „Wpisuje tyle na ile wyglądam”!

Wtedy wydawało mi się to bardzo głupie, ale teraz uważam, że miała super podejście – BRAWO mamo! To jest 100% prawdy! Mamy tyle na ile się czujemy i na ile wyglądamy. Chociaż namawiam ją na delikatne zabiegi chirurgiczne dla poprawy jej samooceny i podwyższenia pewności siebie, jest twarda i nie chce dać się namówić. Strach przed bólem fizycznym, jest u niej większy niż potrzeba poprawy wyglądu zewnętrznego.

Podobno mam dobre geny po mamie i wyglądam również młodziej i nikt nie daje mi moich 33 lat.

Z przyjemnością wyciągam dowód osobisty, kiedy pada taka prośba ze strony sprzedawcy alkoholu 😉 Dziewczyny nie dajmy się! Wszystko zależy od nas! Najważniejsze jest to,  abyśmy robiły to co lubimy i z tymi których kochamy. To my musimy być zadowoleni z siebie i dążyć do samorealizacji.

Pamiętać o swoim zdrowiu w każdym wieku, badać się kontrolnie, relaksować kiedy tylko pozwala nam na to nasz grafik i znaleźć czas wyłącznie dla siebie i swoich myśli.

Nie uratujemy całego świata, dlatego też nie możemy uszczęśliwiać nikogo na siłę. Mówimy głośno co myślimy, ale nie wywieramy presji na innych i nie oceniamy. To nasze życie w którym nasza aktywność fizyczna, wiedza, podróże i wszystkie gafy popełnione przypadkowo lub z premedytacją, będą miały skutek dla nas. To od nas zależy czy zdecydujemy się wyciągnąć z tego lekcje na przyszłość. Każdy ma prawo do błędów, ale sztuką jest przyznawanie się do nich, jeśli trzeba to przeproszenie i z podniesioną głową dalsze działanie.

Pamiętaj – każdy z nas musi być wyrozumiały, ale najbardziej dla siebie!!!

 

 

Joanna

Jestem wysoką, naturalną blondynką, która od pewnego czasu cieszy się swoim największym atutem czyli wzrostem (183 cm) i długimi nogami. Zrobienie im spontanicznego zdjęcia zainspirowało mnie do założenia wyjątkowego, moim zdaniem innego konta na Instagramie, później również bloga.

Jestem zwyczajną, ale niezwykłą kobietą, na co dzień menadżerką wysokiej 😉 klasy w międzynarodowej organizacji. Wówczas „business look” jest moim królem, a od niedawna szpilki są moją największą słabością. Wcześniej nie zawsze moja pewność siebie pozwalała mi na bycie tą najwyższą w towarzystwie. Szczęśliwie, razem z powstaniem 2legs2long zrzuciłam z głowy ten ciężar.

Prywatnie jestem miłośniczką czworonogów, duszą relacji z najbliższymi. W podróżach szukam autentycznej kuchni i lokalnego wina. Chętnie wybieram się do teatru na dobrą komedię lub musical. Otwarcie przyznaję, że mam szczęśliwe życie, które bardzo lubię. Uważam, że każdy człowiek jest z natury dobry, tylko czasami zawodzą okoliczności.

Nigdy nie farbowałam włosów, nigdy nie paliłam papierosów – tylko próbowałam 😉 Twierdzę, że dobrze jest utrzymywać ciało w jak najlepszej kondycji, jednak nie skupiam się wyłącznie na estetyce i pielęgnacji. Przesada nie jest dobra w żadnej dziedzinie życia, więc aby żyć w zgodzie ze swoim organizmem, wystarczy słuchać jak sam upomina się o swoje potrzeby.

Życie jest piękne, więc na blogu dzielę się swoimi przeżyciami, przemyśleniami, podróżami, wyzwaniami i dużą dawką motywacji. Dlaczego nie pokazuję twarzy? Taki był mój pomysł na profil. Podobno ludzka wyobraźnia potrafi działać cuda. To, co nie jest całkowicie odgadnione jest najbardziej intrygujące, dlatego w większości skupiam się na zdjęciach moich nóg. Oczywiście mam też powody zawodowe. Ale próbujcie, może kiedyś przekonacie mnie żeby było inaczej 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Paris est pour les Parisiens

Czy można przytulić duszę?