Kolejny Rok – Będzie Piękny!

Nie da się ukryć, Święta już za nami, a za 3 dni Nowy Rok. Choinka jeszcze grzecznie czaruje wnętrze naszego domu. Społeczeństwo jednak jak to zwykle bywa, podzielone.

Sylwestrowa noc, temat rzeka. Jedni starają się traktować ten wieczór jak każdy inny, normalny, zwykły, bez wyjątków. Inni jako jedyną, wyjątkową, niepowtarzalną i najbardziej szaloną noc w roku.

Wydaje mi się, że jest jeszcze trzecia grupa do której przypisałabym swoją osobę – “nie mam nic przeciwko, ale z butów też mnie nie wyrywa”.

Zazwyczaj dostosowuję się do decyzji najbliższych, z którymi będę tej nocy. Myślę zdroworozsądkowo, załamują mnie ceny 200% wyższe niż każdego innego wieczora w miesiącu za każdy możliwy lokal w którym gra muzyka i można wypić drinka. Te same kluby, które mogę odwiedzić w ciągu roku, nie robią na mnie aż takiego wrażenia akurat w sylwestrową noc, aby były dla mnie tyle warte. Ponadto za każdą kieckę ze świecącą nitką lub kilkoma cekinami wypada mocno przepłacić, chyba, że sprytnie wynajdziemy jakiegoś smaczka w “galerii z ciuchami z drugiej ręki” 🙂 Ale nawet tu Revenue Managment działa doskonale. „Kolekcje” sylwestrowe leżą na wyższej półce cenowej niż zwykle.

Z drugiej strony siedzenie w domu na kanapie też nie bardzo mnie zadowala.

Czyli trochę chciałabym świętować i trochę nie 😉 Ale nie o tym chciałam pisać. Piękna noc sylwestrowa, zabawa, tańce, drinki i radość.

A następny dzień … jest dla mnie co najmniej dziwny (i nie mówię tu o ewentualnym kacu). Nie lubię wychodzić w Nowy Rok na zewnątrz, czasami nawet ciężko jest mi wyjrzeć przez okno. Jest przerażająco pusto, cicho, wszystko zamknięte. Dokoła rozrzucone puste butelki, wypalone fajerwerki, bałagan jak po wojnie, a w mediach wszyscy publikują tragiczny bilans szampańskiej zabawy z alkoholem i fajerwerkami lub alkoholem i nadmiarem fantazji lub brakiem rozsądku.

Taki krajobraz mocno mnie przytłacza.

Nawiedzają mnie wówczas trudne przemyślenia. Mam poczucie beznadziejnego końca. Zakończenia czegoś co bezpowrotnie przepadło, a ja nawet nie wiem co jest tą stratą i co ona dla mnie oznacza. Prześladował mnie upływający bezlitośnie czas. Napisałam w czasie przeszłym z premedytacją, ponieważ moja ciężka praca nad samą sobą pozwoliła mi czerpać większą radość z każdego dnia, również tej specjalnej nocy. Walczę ze sobą już od wczoraj, staram się nie dopuszczać do głowy negatywnych myśli.

Podsumowuję swój rok i stwierdzam, że był dla mnie naprawdę bardzo dobry. Ale również nie wymazuję z pamięci tego co było złe, przykre lub tego co bolało. Każda sytuacja, która utkwiła w mojej głowie, zaznaczyła swoja obecność w jakiś wyjątkowy sposób, jest warta dłuższego przemyślenia. Zastanowienia się, wyciągnięcia wniosków i lekcji na przyszłość. Nasze życie nie może, a nawet nie powinno, składać się wyłącznie z miłych i dobrych zdarzeń oraz ludzi. Czasami potrzebujemy elektrowstrząsu słabszego lub mocniejszego, aby się ocknąć, otworzyć na nowe działanie, nowe pomysły i wyzwania. Spojrzeć na świat z innej perspektywy.

Właśnie tego życzę Wam w Nowym Roku 2017 – bądźcie silni, korzystajcie ze wszystkich lekcji które daje Wam życie. Nie zamykajcie się na innych. Otwórzcie swoją walizkę z przeżyciami i doświadczeniami. Zbierajcie do niej wszystko co może przydać się w Waszej przyszłości, aby być lepszym człowiekiem dla siebie, bliskich i świata!

Happy New Year 2017!!

 

 

Joanna

Jestem wysoką, naturalną blondynką, która od pewnego czasu cieszy się swoim największym atutem czyli wzrostem (183 cm) i długimi nogami. Zrobienie im spontanicznego zdjęcia zainspirowało mnie do założenia wyjątkowego, moim zdaniem innego konta na Instagramie, później również bloga.

Jestem zwyczajną, ale niezwykłą kobietą, na co dzień menadżerką wysokiej 😉 klasy w międzynarodowej organizacji. Wówczas „business look” jest moim królem, a od niedawna szpilki są moją największą słabością. Wcześniej nie zawsze moja pewność siebie pozwalała mi na bycie tą najwyższą w towarzystwie. Szczęśliwie, razem z powstaniem 2legs2long zrzuciłam z głowy ten ciężar.

Prywatnie jestem miłośniczką czworonogów, duszą relacji z najbliższymi. W podróżach szukam autentycznej kuchni i lokalnego wina. Chętnie wybieram się do teatru na dobrą komedię lub musical. Otwarcie przyznaję, że mam szczęśliwe życie, które bardzo lubię. Uważam, że każdy człowiek jest z natury dobry, tylko czasami zawodzą okoliczności.

Nigdy nie farbowałam włosów, nigdy nie paliłam papierosów – tylko próbowałam 😉 Twierdzę, że dobrze jest utrzymywać ciało w jak najlepszej kondycji, jednak nie skupiam się wyłącznie na estetyce i pielęgnacji. Przesada nie jest dobra w żadnej dziedzinie życia, więc aby żyć w zgodzie ze swoim organizmem, wystarczy słuchać jak sam upomina się o swoje potrzeby.

Życie jest piękne, więc na blogu dzielę się swoimi przeżyciami, przemyśleniami, podróżami, wyzwaniami i dużą dawką motywacji. Dlaczego nie pokazuję twarzy? Taki był mój pomysł na profil. Podobno ludzka wyobraźnia potrafi działać cuda. To, co nie jest całkowicie odgadnione jest najbardziej intrygujące, dlatego w większości skupiam się na zdjęciach moich nóg. Oczywiście mam też powody zawodowe. Ale próbujcie, może kiedyś przekonacie mnie żeby było inaczej 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Baba za kierownicą

Wigilia i bąbelki