Jakie wesele, duże czy małe? Jak ja to zrobiłam

Polskie wesele. Jak wiele skojarzeń kryje się pod tym stwierdzeniem. Z moich relacji wynika, że zazwyczaj osoby, które w swoim życiu mają to wyjątkowe wydarzenie za sobą, przewracają oczami. Teraz zrobiliby to całkiem inaczej. Nie jestem fanką tego typu imprez, nie boję się do tego przyznać i osobiście byłam może na dwóch na prawdę udanych weselach. Nie chodzi o moją ocenę, ale do tego wrócę później. Oczywiście przyjmując zaproszenia, zakładamy, że zapraszającym nas Państwu Młodym naprawdę na tym zależało, a nasza obecność sprawi im dużą przyjemność. Szanujemy ich wkład w przygotowania i staramy się być dobrymi gośćmi 😉 Wyjątek stanowią oczepiny, zwłaszcza głupie przebieranki i pseudo-erotyczne zabawy, których szczerze nie znoszę i nigdy nie biorę udziału. Jestem gotowa wydrapać oczy każdemu rozweselonemu wujkowi z wąsem i w koszuli z krótkim rękawkiem, który z zachwytem popuszcza wolę swojej fantazji erotomana gawędziarza, złapie tu i klepnie tam.

Na pewno kojarzycie film “Polowanie na druhny” 😉 Ja jestem zupełnym przeciwieństwem, ale szanuję to, że są ludzie, którzy uwielbiają tego typu imprezy. Ta grupa ludzi może zakończyć czytanie w tym momencie, ponieważ dla nich pozostała część będzie stekiem bzdur.

Chciałabym zachęcić was do refleksji. Pamiętasz mój post “Dlaczego muszę? Jak z tym walczyć?” Sytuacja, w której planujesz swój ślub i wystawne wesele, ale nie jesteś do niego przekonana, bardzo mi z nim kojarzy i bezpośrednio nawiązuje. Jest w tym pewien rodzaj presji, kiedy rodzice i dziadkowie dokładają połowę kasy, więc boisz się powiedzieć co naprawdę myślisz lub po prostu nie masz nic do powiedzenia. Usiądź wtedy spokojnie z przyszłym mężem, weź kartkę i standardowo podziel ją na pół. Wypisz swoje za i przeciw. Skoro widzisz więcej po stronie przeciw, to zastanów się czy nie ma innego sposobu, zwłaszcza, jeżeli w grę wchodzą pieniądze. Przecież, nikt nie mówi, że bez wystawnego wesela nie może być ślubu. Ślubu, w którym to Wy oboje jesteście dla siebie najważniejsi, nie ktoś kogo wypada zaprosić. Ślubu, który ma być dla Was startem, nowym otwarciem, który wspominasz każdego dnia po przebudzeniu patrząc mu w oczy, a nie co miesiąc patrząc jak z rachunku znika Ci kolejna rata kredytu za wesele.

To jest moment, w którym powinnam opowiedzieć Ci moją, a w sumie naszą historię.

Dawno, dawno temu… 😉

Oboje wiedzieliśmy, że gdy dotrwamy do momentu naszego ślubu, a przede wszystkim wesela, to zrobimy coś innego. Przedweselne szaleństwo, narzekający goście (zawsze się tacy znajdą, a niektórzy wstrzymają się z prezentem do końca, by móc opróżnić połowę przygotowanej dla Was koperty bo nie smakowały im flaczki), nietaktowne oczepiny, a przede wszystkim stres, który dotyka w szczególności parę młodą – to wszystko było nam bardzo dalekie.

Przede wszystkim zależało nam, aby dobrze się w tym dniu bawić. Przeżyć go bez stresu, czy mamy wystarczająco dużo ziemniaków i cebuli dla wynajętej kucharki, czy mamy wystarczająco dużo fantów na bramy, czy ktoś nie obrazi się, że posadziliśmy go w złym miejscu albo, że nie napiliśmy się z kimś za nasze zdrowie udawanym kieliszkiem pełnym wody 😉 Chcieliśmy być i dzielić się tym dniem z najbliższymi osobami. Nie chciało nam się przyklejać uśmiechu i udawać przed ciocią z Poznania, której nie widzieliśmy 15 lat, a ona nawet myli nasze imiona składając nam życzenia.

Ustaliliśmy liczbę 14 osób łącznie z nami i rozpoczęliśmy poszukiwania wyjątkowego miejsca. Do kilku wyjątkowych obiektów, wysłaliśmy zapytania i w żadnym nie nazwaliśmy naszej uroczystości weselem. Termin nie był priorytetem, ale co najmniej półroczne wyprzedzenie było konieczne, tym bardziej, że większość była zlokalizowana dość daleko od miejsca zamieszkania.

Szczegóły ustalałam mailowo, a umowę z wybranym Pałacem Wojanów podpisaliśmy wracając z zimowego wypadu na snowboard. Zdecydowanie dłużej trwały formalności kościelne niż nasze przygotowania, które scedowaliśmy niemal w całości na hotel. Byliśmy wyjątkowymi gośćmi, którym odpowiadało niemal wszystko co nam zaproponowano.

Tylko w kwestii sukienki, byłam tą samą małą dziewczynką, która marzyła o wyjątkowym dniu i cudownej sukni. Nie rezygnowałam z niej, ale też nie inwestowałam w własną. Wypożyczyłam sukienkę, w której zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Na jej poszukiwanie zaplanowałam maksymalnie 5 dni, a trzeciego dnia byłam już zdecydowana. Fryzjera miałam zarezerwowanego przez Internet, nie bawiłam się w fryzuję próbną, wysłałam fryzjerce zdjęcie i ani razy nie użyłam słowa “ślubna”, co dodałoby 70% – 100% do ceny standardowej. A to jest jedyne zdjęcie, które mogę Ci pokazać 😉

Bawiliśmy się przez 3 dni. Nasi bliscy zrobili nam spontanicznie wspólny wieczór panieńsko/kawalerski, w następny dzień był ślub i wspaniała kolacja, a poprawiny spędziliśmy relaksując się w spa i oddając się rozmowom do późnego wieczora przy kominku i bilardzie.

Po wszystkim, niemal całą grupą pojechaliśmy na kilkudniową wycieczkę do Pragi, więc ostatecznie świętowaliśmy niemalże tydzień.

Oczywiście opinia rodziców była dla nas ważna. Nie chcieliśmy ich rozczarować, ale kiedy szczerze wyjaśniliśmy naszą decyzję i plany, zaakceptowali je… prawie jednogłośnie 😉 Powiem Wam więcej, po wszystkim, kiedy mija już 8 lat, nadal wspominają nasz ślub jako jedną z najlepszych imprez. Dziś wszyscy tam obecni nie możemy doczekać się okrągłej rocznicy, aby to powtórzyć 😉

Niecały tydzień po powrocie zrobiliśmy jeszcze jedną imprezę “poślubną” dla przyjaciół i kuzynów, z którymi najwięcej na łączyło, na której było 60 osób. Wszyscy doskonale bawiliśmy się w wynajętym klubie, w którym jedynym akcentem ślubnym były nasze, mocno wyselekcjonowane, zdjęcia na ekranie ;-P

Warto być szczerym i podążać, za tym czego pragniecie.

Jeśli marzy Ci się romantyczny ślub jedynie ze świadkami na przykład nad morzem – zrób to!

A może masz jakieś inne fantastyczne pomysły, które nie przychodzą mi teraz do głowy, nie wahaj się! Opinie publiczna i tradycyjne naleciałości mogą być zmienione. Nie musisz tego robić tak jak wszyscy. Ja – My, tak nie zrobiliśmy i była to doskonała decyzja, którą mogę przytoczyć teraz na swoim blogu, o którym w tamtym momencie nawet nie marzyłam!

#wedding #polishwedding #wesele #slub #róbswoje #pomojemu

2 Comments

  1. Ja mam wrażenie, że ostatnio demonizuje się wielkie weslea i każdy ma do tego jakieś ale. Ja opowiem o swojej perspektywie. Nasze wesele było przygotowane na 270 osób i wszyscy bawiliśmy się świetnie. Impreza równiez trwała od soboty do poniedziału i nadal nasi goście wspominają, że było to super wesele.
    Wydaje mi się że tutaj liczba gości czy formalności mają najmniejsze znaczenie, najważniejsze jest nastawienie 😊

  2. Marta, bardzo się cieszę, że Twoje wesele było udane i mogłaś zrobić wszystko zgodnie ze swoim marzeniem.
    Nie chce nic demonizować, bo imprezy na 500 osób też mogą być świetne. Wiem, też, że sporo osób boryka się z niechcianą imprezą szczególnie ze względu na rodzinę. Zachęcam, do wyszukania innego rozwiązania i tyle 😉 A nastawienie, oczywiście, jest ważne w każdej dziedzinie 😉 Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

5 razy dlaczego chce zostać psychologiem

Jak być lepszą partnerką