Jak ograniczyłam toksyczną relacje?

Postanowiłam zmierzyć się z wyzwaniem, z tematem trudnym dla wielu, którzy walczą ze sobą i obciążają się relacją, która jest niszcząca. Często określana jako toksyczna. Przemyślenia wynikają z mojego doświadczenia z koleżeńskiej relacji, w której się znalazłam. Chciałabym jednak zwrócić uwagę, że to samo może dotyczyć relacji w związku lub innych chorobliwych uzależnień w kontaktach z innymi ludźmi. Być może masz znajomych, szefa, współpracownika, sąsiada, a może kogoś z rodziny, rodzeństwo lub rodziców, którzy osaczają Cię i wysysają z Ciebie energię?

U mnie zaczęło się od unikania kontaktu i tłumaczenia się. Cały czas byłam w uśpionym kontakcie z wysysaczem mojej energii. Gdy otrzymywałam kolejne zaproszenia na spotkania, często kilkanaście razie odpowiadałam wymijająco, ale ostatecznie zmuszałam się do spotkania, ze względu na poczucie obowiązku. Nigdy nie miałam odwagi, aby przyznać się przed sobą i rzecz jasna przed wysysaczem, że poprostu tego nie chcę. Wiedziałam, że moje towarzystwo sprawia tej osobie wiele radości, więc po prostu poświęcałam się. Szukałam wytłumaczenia, przemęczeniem usprawiedliwiałam to, że momentami podczas rozmów, byłam nieobecna albo rozdrażniona.

Czasami przyjmując chętnie oferowaną pomoc, zupełnie słusznie obwiniałam siebie, za to, że wysyłałam błędny sygnał, odbierany jako moja chęć i potrzeba utrzymywania kontaktu, co nie pozwalało mi się z tego uwolnić. Czysta uczciwość pozwoliła mi nie korzystać z oferowanej pomocy bardzo szybko.

Prawdopodobnie fragment w książce, uświadomił mi, że jestem średnią pięciu osób, z którymi spędzam czas, wpłynął na to, że usiadłam i podzieliłam kartkę na pół. Sposób stary i oklepany, ale za to sprawdzony i skuteczny. Byłam przerażona. Po stronie pozytyów niewiele zostało, a znacząco przeważały negatywy. Chcecie wiedzieć co tam było? Proszę bardzo: podejrzliwość, wywieranie presji, manipulacja i gra emocjami, zazdrość, wypominanie, pretensje, obgadywanie, niecierpliwość, nadużywanie gościnności. Nie mogłam uwierzyć, że ja – ta dziewczyna, do której przychodzą inni, aby się poradzić, wygadać i podzielić problemami, w które zawsze chętnie się wsłuchuję, teraz sama stałam się częścią problemu. Tylko w tym przypadku mój rozmówca nie oczekiwał mojego wsparcia, stałam się domniemanym sojusznikiem lub przeciwnikiem w czyimś wewnętrznym konflikcie. Zostałam wciągnięta w układ, którego nie chciałam kontynuować. Wykluczając słowo “muszę” (na ten temat szykuję kolejny wpis), postanowiłam głośno, że CHCĘ z tym skończyć. Stanowczo ograniczyłam kontakt, co skutkowało, falą pytających wiadomości. To był chyba najgorszy dla mnie czas. Gdyby zilustrować wówczas moją samoocenę przypominałaby zapewne wykres z EKG. Tym razem nie zamierzałam się tłumaczyć, konfrontować, dojrzewałam do odpowiedzi, że nie chcę. Wytrzymałam to.

MOJE wnioski:

1. Raz na jakiś czas warto spojrzeć na siebie i swoje życie z pozycji muchy na suficie i ocenić swoje relacje chłodnym okiem zewnętrznego obserwatora.

2. Mam tylko jedno życie, a każda godzina zdarza się w moim życiu tylko raz! Jeśli czuję, że na jakimś poziomie jest nie do końca OK. Wypisuję swoje “za” i “przeciw”. Odpowiadam sobie na pytanie, czy jestem w tym układzie szczęśliwa i pomagam sobie zainwestować ten czas w relacje, które wnoszą pozytywną wartość.

3. Zamieniam “muszę” na inne słowo! (tekst w przyszłym tygodniu). Podejmuję decyzję, która może zaboleć, ale prawdopodobnie zaboli tylko raz. Przede mną jest całe życie bez bólu.

4. Ograniczam toksyczny kontakt, wręcz staram się zerwać całkowicie. Nie szukam na siłę relacji zastępczych. Dbam o te najbardziej wartościowe, na które być może dotychczas nie miałam czasu.

5. Nie szukam wytłumaczenia, usprawiedliwienia i wymówek, ale też nie daję sobie powodów do poczucia winy lub zobowiązania.

6. Staram się WIERZYĆ W SIEBIE i w to, że bez niektórych relacji da się żyć. Nawet jeżeli toksycznymi okazują się relacje najbliższe.

Oceń sama czy moja historia jest dla Ciebie pomocna. Wiem jedno, podejmowanie takich kroków nie jest i nie będzie to łatwe, ale ulga jaką odczuwam jest tego warta. Mogę oddychać pełną piersią. Nie boję się mówić o tym co czuję, o swoich potrzebach, pragnieniach. Zakreślam wyraźnie granice. One mogą się z czasem zmieniać, ale aktualnie “tak wygląda mój ogródek i jego granica”.

Pamiętaj, że nie jestem psychologiem i mówię tylko o sytuacjach, które w Twoim indywidualnym przypadku mogą wyglądać zupełnie inaczej. Zupełnie inne mogą być efekty decyzji, które podejmiesz i tylko Ty za nie odpowiadasz.

#relacje #cozrobić #jakograniczyć #toksycznerelacje #jakograniczyctoksycznerelacje

4 Comments

  1. Joanna…. chyba dojrzewasz … bo coraz poważniejsze tematy poruszasz 😊 Żartowałam oczywiście z tym dojrzewaniem i uważam, że bardzo dobrze że poruszasz wlaśnie takie trudnie tematy. Szpilki są ważne w życiu, ale to dzieki realacjom międzyludzkim funkcjonujemy jako społeczeństwo …

  2. Aga, oczywiście, że dojrzewam 😉 Piszę na różne tematy, ale najczęściej to wiadomości od WAS motywują mnie do poruszania głębszyh tematów. Jeśli mój tekst obudzi dodatkową iskę do działania w choćby jednej osobię – będę bardzo szczęśliwa! Bez różnicy czy w szpilkach 😜 Jeżeli widzisz w swoim gronie osobę, która mogłaby z tego tekstu skorzystać, podziel się nim, będę szczęśliwa podwójnie 😘

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jak być lepszym człowiekiem, małe kroczki

Dlaczego muszę? Jak z tym walczyć?