Inwestycje, które dają zwrot przez całe życie

Jeszcze niedawno chwaliłam się Wam, że jestem szczęśliwą studentką Akademii Psychologii Przywództwa. Dziś z dumą mogę stwierdzić, że jestem jej usatysfakcjonowaną absolwentką.

15.06.2019 odbyły się ostatnie wykłady oraz uroczyste wręczenie dyplomów. Całość zorganizowana była w siedzibie Klubu Polskiej Rady Biznesu. Potocznie Pałacyk Sobańskich, pod czujnym okiem twórcy, założyciela oraz dyrektora programowego – Jacka Santorskiego. Podniosłą atmosferę nie tylko było widać, ale i czuć w każdym spojrzeniu uczestników oraz wykładowców.

Co jest w tej szkole ciekawe?

Kluczową sprawą jest selekcja studentów. Mogę szczerze pogratulować tej umiejętności, jak podejrzewam, w głównej mierze Jarkowi Szulskiemu, który jest współpracownikiem Jacka.

W tym roku było nas ok 80 osób. Wiek nie ma najmniejszego znaczenia. Liczą się chęci, zaangażowanie, otwartość umysłu na zmiany i ludzi. Uczestnicy to ludzie z abstrakcyjnie różnych środowisk. Byli tu właściciele prywatnych biznesów, sukcesorzy firm rodzinnych, dyrektorzy i  doświadczeni menedżerowie międzynarodowych korporacji, osoby przygotowywane do awansów niezależnie od branży i skali biznesu.

Jak wyglądają wykłady?

Domyślam się, że jako uczestniczka 9 edycji, miałam przyjemność korzystać i oceniać efekty wieloletnich doświadczeń, poprawek i wysiłku ojców założycieli. Każda edycja wciąż ewaluuje w oparciu o informację zwrotną od studentów.

Byliśmy podzieleni na 7 grup, każda po ok 10 osób. Dlaczego o tym wspominam? Jeśli myślisz, że możesz się „prześliznąć” jako anonimowy słuchacz to zapewniam, że po pierwsze, jesteś idiotą marnującym czas i pieniądze kogokolwiek, kto w Ciebie zainwestował. Jeżeli to Twoje pieniądze, wówczas jest to tylko głupie, a jeżeli Twojego pracodawcy, to głupie i nieuczciwe.

Pod drugie zaangażowanie w relację i rozwój każdego studenta jest po prostu bardzo duże.

Cały program studium obejmuje 7 sesji weekendowych (od piątku do niedzieli).  W piątek dostawaliśmy grupową (wspólnie na auli Politechniki), sporą dawkę wiedzy, która była wstępem do pracy w kolejnym dniu. Sobota – to często ponad 10 godzin warsztatu w niewielkiej grupie. Trenerzy byli odpowiednio dobrani do grup i pozostali ze swoimi grupami przez cały cykl.

Po takim dniu, wracałam do domu jak po maratonie. To najbardziej intensywna część z całego weekendu. W mojej głowie dział się cyrk. Moje uczucia szalały, od euforii po totalną melancholię. Jedno ćwiczenie było dla mnie szczególnie mocne i zdążyłam się już nim z Wami podzielić TUTAJ

Bardzo dużo dowiedziałam się o sobie.

Każda kolejna sobota, była niespodzianką. My jako grupa poznawaliśmy się też coraz lepiej. Dostrzegaliśmy swoje silne i słabe strony. Docieraliśmy do swoich martwych punktów, które wcisnęliśmy w najdalszy kąt wspomnień. Dochodziliśmy wspólnie do odkrywania naszych przegięć, na które normalnie nie zwracaliśmy uwagi, a które sprawiają, że w wielu przypadkach działały na naszą niekorzyść. Jak czytam to zdanie powyżej, wcale nie wydaje mi się, że przekazuję Wam coś nadzwyczajnego, choć sama wiem, że takie było. Myślę, że jakbym chciała Wam opisać doświadczenie z warsztatu na żywo z Tonym Robbinsem, byłoby tak samo, to po prostu trzeba przeżyć, żeby docenić. Chociaż może się podejmę w przyszłym tygodniu 😉

Niedziela wyglądała już znacznie lepiej.

Kto miał siłę po sobocie przybywał na 9:00 nawet z osobą towarzyszącą. Niedziele były dla mnie wisienką na torcie. Współczuje tym, co nie znaleźli wystarczającej motywacji na przybycie. Sama musiałam zrezygnować z jednej niedzieli i czuję się zażenowana na samą myśl o tym. Tym bardziej doceniałam później każdą kolejną i każde kolejne zaproszenie na zajęcia dodatkowe w piątki. Inspirujące wykłady z udziałem gości specjalnych układały mi sens i znaczenie dwóch poprzednich dni.

Przed każdym kolejnym zjazdem przygotowywaliśmy krótkie eseje, które odnosiły się do naszych doświadczeń z wykorzystaniem nabytej wiedzy w praktyce. Finałem jest pisemny test na przedostatnich zajęciach, a zwieńczeniem indywidualna praca dyplomowa. To oczywiście tylko mały ułamek tego, co jeszcze mogłabym Wam zdradzić. Niech cokolwiek zostanie zaskoczeniem dla przyszłych uczestników 😉

Opłata za udział jest odczuwalna. 😉 Około 25 000 PLN brutto, ale mówi się, że wiedza to jedyna wartość, na którą możesz wydawać nawet więcej niż zarabiasz. Uważam, że to najlepiej zainwestowane pieniądze w moim życiu do tej pory. Pierwsze efekty mojej edukacji miałam już po pierwszych zajęciach. Wiem więcej, widzę więcej i chcę więcej. Mam ciągły głód poszerzania tej wiedzy. Jestem pewna, że czekają mnie kolejne, duże zmiany. Nie tylko w życiu biznesowym, ale również w życiu prywatnym, a szczególnie w relacjach z innymi ludźmi. Wszystko zaczyna się od relacji!

A na koniec jedno z fantastycznych stwierdzeń Jacka Santorskiego:

„Jeśli mam myśleć o katastrofie, która jest zawsze prawdopodobna, lub o cudzie, który też jest zawsze prawdopodobny, to wybieram myślenie o cudzie i na tyle, na ile to możliwe przygotowuję się na katastrofę.”

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czerwiec, to będzie mój miesiąc!

Think pink – czyli moja nowa, własna szminka.