Gonić marzenia

Od dziecka fascynowały mnie konie. Czułam do nich ogromny respekt. Ich siła i mądrość wywoływały lęk, a zarazem ciekawość. Podziwiałam ich piękno zbierając widokówki, wycinając zdjęcia z gazet, kupując czasopisma tematyczne.

Przez długi czas obcowałam z nimi jedynie z ziemi, karmiąc marchewką, głaszcząc po chrapach zza płotu 😉 Nie zmienia to faktu, że sprawiało mi to wyjątkową przyjemność.

Raz karmiąc źrebaka kostkami cukru na własnej skórze doświadczyłam ich siły.

Odwróciłam się do młodego tyłem, więc szybko postanowił zwrócić na siebie moją uwagę, zachęcając oczywiście do dalszego karmienia. Złapał mnie zębami za ramię, aż ciężko było mi się wyrwać z „zalotnego” uścisku. Siniak pojawił się w tej samej chwili i zajmował niemal całą rękę (od łokcia do ramienia), którą musiałam ukrywać, aby nikt z dorosłych nie zabronił mi przebywać z ukochanym kucykiem.

Pierwszy raz usiadłam w siodle na obozie.

Plan szkolnych zajęć uwzględniał jedną lekcję jazdy konnej, na której mieliśmy opanować jedynie podstawy. Oczywiście nie wykluczając precyzyjnego przygotowania konia do jazdy. Byłam załamana, zarówno liczną publicznością (dwa konie na całą grupę dzieciaków), jak również profesjonalizmem przekazanej wiedzy teoretycznej.

Do dziś pamiętam kolejne siniaki – tym razem na nogach, wynikające z panicznego ściskania siodła kolanami. Śmiało można stwierdzić, że powinnam dać sobie spokój. Tak też chyba zrobiłam, choć z utęsknieniem oglądałam zdjęcia koleżanek na FB. Aż do moich ostatnich urodzin i wspaniałej niespodzianki, która zorganizował mi mąż.

Finalnie okazało się, że były to lekcje nauki jazdy konnej u mojej dobrej koleżanki. Jej wyjątkowe oraz indywidualne podejście do mojej osoby zaowocowało odrodzeniem dziecięcej radości już na pierwszym spotkaniu. Oczywiście koń odgrywa tutaj znaczącą rolę, a ten wyjątkowy zwierzak powinien być uhonorowany.

Kiedy usłyszałam „Na pierwszej lekcji będziesz jeździć bez siodła, musisz nauczyć się konia, poczuć go”. Pomyślałam sobie, że to chyba jednak trochę dziwne. Cóż, uczeń nie wiele ma do gadania więc… hoopsa na konia.

Kiedy ochłonęłam z radości, że bez problemu wsiadłam na zwierzaka, poczułam jego silne ciało, które oplatały moje nogi z obu stron. To było niesamowite. Czułam jego ciepło i każdy oddech. Jego każde poruszenie skórą wyczuwałam na swoim udzie lub łydce. Świetnie zrozumiałam o jaki przekaz chodziło mojej trenerce. Muszę tu podkreślić, że nie było to w żadnym stopniu erotyczne doznanie i ten kto tak myśli musi się nad sobą mocno zastanowić.

To było coś w rodzaju fantastycznego uczucia swobody, wolności, a nawet dzikości. Skoro chce jeździć na koniu, muszę JA nauczyć się jego zachowania. Postarać się z nim scalić, aby płynnie i bez wysiłku obu stron czerpać przyjemność z jazdy. Lekcja była niezapomniana.

Kolejne spotkanie, równie ciekawe i pochłaniające mnie w całości.

Wydaje mi się, że postępy są zauważalne – nie trudno ich też nie zauważyć skoro wcześniej nawet „dobrze” na koniu nie siedziałam. Na jednej z kolejnych lekcji jakiś niespodziewany dźwięk z pola wystraszył zwierzaka, a ten odruchowo odskoczył gwałtownie na bok. Lekcja mogła skończyć się upadkiem, ale utrzymałam się w siodle. Byłam, z siebie tak samo dumna jak moja trenerka, którą zatkało przez kilka pierwszych sekund, po czym powiedziała „Nooo nieźle… spodziewałam się, że takie sytuacje mogą się zdarzyć, ale nie że aż tak szybko! Brawo! Świetna reakcja! To był przyśpieszony test na Twoje postępy w siodle”.

Z każdego spotkanie czerpię ogromną radość, relaks oraz oczyszczam swoją głowę. Wszystkie myśli skupiam wtedy na kontakcie z NIM. Mam wrażenie, że mój cel, czyli swobodna przejażdżka konno wzdłuż dzikiej linii brzegu morza staje się coraz bardziej realna. Ja i koń – wolność, swoboda, wiatr we włosach i wyłącznie dźwięki natury. My decydujemy gdzie i jak chcemy jechać. Mój czas dla siebie, dla mojej ciszy i moje przemyślenie cuuudownie!!!

Jeszcze piękniejsze jest to, że moje marzenia z dzieciństwa właśnie się realizują. Zrozumiałam, że nigdy nie jest za późno żeby spróbować. Oczywiście, znajdą się tacy którzy nie zrozumieją, a nawet wyśmieją „Teraz zachciało Ci się uczyć?! Małe dzieci robią to znacznej szybciej i sprawniej”. Olewam ich! W życiu ważne jest to czego się pragnie o czym się marzy i do czego się dąży mimo wszystkim przeciwnościom.

 

 

Joanna

Jestem wysoką, naturalną blondynką, która od pewnego czasu cieszy się swoim największym atutem czyli wzrostem (183 cm) i długimi nogami. Zrobienie im spontanicznego zdjęcia zainspirowało mnie do założenia wyjątkowego, moim zdaniem innego konta na Instagramie, później również bloga.

Jestem zwyczajną, ale niezwykłą kobietą, na co dzień menadżerką wysokiej 😉 klasy w międzynarodowej organizacji. Wówczas „business look” jest moim królem, a od niedawna szpilki są moją największą słabością. Wcześniej nie zawsze moja pewność siebie pozwalała mi na bycie tą najwyższą w towarzystwie. Szczęśliwie, razem z powstaniem 2legs2long zrzuciłam z głowy ten ciężar.

Prywatnie jestem miłośniczką czworonogów, duszą relacji z najbliższymi. W podróżach szukam autentycznej kuchni i lokalnego wina. Chętnie wybieram się do teatru na dobrą komedię lub musical. Otwarcie przyznaję, że mam szczęśliwe życie, które bardzo lubię. Uważam, że każdy człowiek jest z natury dobry, tylko czasami zawodzą okoliczności.

Nigdy nie farbowałam włosów, nigdy nie paliłam papierosów – tylko próbowałam 😉 Twierdzę, że dobrze jest utrzymywać ciało w jak najlepszej kondycji, jednak nie skupiam się wyłącznie na estetyce i pielęgnacji. Przesada nie jest dobra w żadnej dziedzinie życia, więc aby żyć w zgodzie ze swoim organizmem, wystarczy słuchać jak sam upomina się o swoje potrzeby.

Życie jest piękne, więc na blogu dzielę się swoimi przeżyciami, przemyśleniami, podróżami, wyzwaniami i dużą dawką motywacji. Dlaczego nie pokazuję twarzy? Taki był mój pomysł na profil. Podobno ludzka wyobraźnia potrafi działać cuda. To, co nie jest całkowicie odgadnione jest najbardziej intrygujące, dlatego w większości skupiam się na zdjęciach moich nóg. Oczywiście mam też powody zawodowe. Ale próbujcie, może kiedyś przekonacie mnie żeby było inaczej 😉

10 Comments

  1. I have always liked horses, I think they are incredible animals as well as courteous. I have never been able to touch it but I still dream of being able to do it. Very cool the anecdote.

  2. Nawet nie wiesz ile mamy wspólnego ! Przebrnęłam a wręcz z coraz większą ciekawością czytałam wczoraj każdy Twój wpis żeby się o tym przekonać.
    Dokładnie tak jak Ty po prostu kocham konie ! Sama mam jednego, ale od wypadku nie jeżdżę na nim. Ze względu na dużą ilość obowiązków musiałam zrezygnować chwilowo z jeździectwa ale planuję do niego wrócić.
    To co czujesz na koniu jest nie do opowiedzenia. Moi rodzice mówili mi że jak widzę konie to automatycznie zapalają mi się takie ogniki w oczach. Coś w tym jest 😊
    Mam ogromną nadzieję, że w przyszłości moje dzieci będą podzielały moją pasję 😉
    Nam wysokim jest lepiej, nasze długie nogi lepiej współpracują z ciałem konia i mamy wygodnie wsiadać 😋

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Relaks dla ciała

Ile związków jeszcze przede mną?