Zakochaj się w Capri

W trakcie mojego włoskiego wypoczynku obiecałam Wam nowe posty ze wskazówkami wynikające z własnego doświadczenia. Będą 😉 Jednak niezgodne z kolejnością.

Chciałabym zacząć od cudownego dnia i miejsca, które zrobiło na mnie ogromne wrażenie.

Nie mieliśmy zorganizowanego planu działania po dotarciu na Capri, wolimy doświadczać nowe miejsca, zazwyczaj malutkie włoskie wioski, przez swobodne spacerowanie. Zakładamy, że najciekawsze miejsca zainspirują nas same… błąd 🙂

Jedyne co wiedzieliśmy to pobudka o 7:00 rano, aby na czas dotrzeć do Sorento na prom do Capri. Wodny transport trwa około 20 minut.

W Marina Grande byliśmy przed 9:00 rano. Słońce było już bardzo intensywne. Ciężko było odnaleźć miejsce w cieniu. Życie zaczynało się budzić, sklepy z pamiątkami zaczynały wystawiać swoje pokusy na zewnątrz, a kawiarnie i restauracje przygotowywały do przyjęcia kolejnych turystów.

Byliśmy gotowi do działania, ale niestety bez ustalonego wcześniej planu.

Na pomoc przybyła nam mapa google, która przekonała całą naszą czwórkę, że najbliżej z najciekawszych miejsc wyspy, spacerem, będzie nam do Villi San Michele. Na zdjęciach zapowiadało się świetnie, więc szybko i chętnie ruszyliśmy w drogę. Za 30 min powinniśmy być na miejscu – stwierdził mój mąż, potem zobaczymy co dalej.

Po kilkunasty minutach trasy poczułam, że może nie być lekko. Droga stawała się coraz bardziej męcząca i powodem nie była tu wysoka temperatura i palące nas słońce. Było coraz bardziej stromo. Wchodziliśmy pod górę, która potem zamieniła się w niekończące się schody.

Nie mieliśmy bladego pojęcia, jak wiele schodów przed nami i ile zostało do celu. Robiliśmy przystanki co jakiś czas, uzupełniając niezbędne płyny i starając się złapać oddech na dalszą drogę. Zastanawiający był dla mnie fakt, że spotkaliśmy tylko jedną osobę na trasie, która miała tyle szczęścia, że schodziła z góry. Przecież Capri to jedno z najczęściej odwiedzanych miejsc, a my tu sami… chyba dokonaliśmy nie najlepszego wyboru trasy…

Na miejsce dotarliśmy chyba po godzinie. Cała nasza czwórka wyglądała jak po treningu interwałowym lub kilkunastu dobrych seriach tabaty 😉 Miałam wrażenie, że ludzie którzy byli na miejscu dziwnie na nas zerkali. Jednak wszystko to było nieważne. Skromny, biały domek na wzgórzu z zapierającym dech w piersiach widokiem był wynagrodzeniem. Byłam zmęczona, ale miałam w sobie ogromną radość ZDOBYCIA tego miejsca. Chciałam jak najszybciej wejść do środka, napić się czegoś najlepiej zimnego, mając przed oczami piękny widok.

Im dalej wchodziliśmy było jeszcze lepiej.

Kupiliśmy bilety (7 EUR osoba), aby zwiedzić Villa San Michelle. Było warto. To miejsce jest inne, magiczne, przyjazne i przyjemne. Czułam się tam po prostu dobrze. Willa pełna jest światła oraz wyjątkowej elegancji która doskonale komponuje się z naturą. Harmonia ogrodu i spokój, który wówczas panował (byliśmy tam zdecydowanie dużo wcześniej niż typowi turyści), coś cudownego.

 

 

Widoki są zachwycające, ale ku mojej jeszcze większej uciesze w malutkiej kapliczce, trzy młode Panie miały jakąś próbę w asyście cykad z ogrodu. Jedna grała na skrzypcach, a druga na fortepianie. Delikatne dźwięki natury w połączeniu z ich muzyką i cudownym miejscem. Możecie sobie wyobrazić jak cały ten obrazek wyjątkowo magicznie się komponował. Do pełni szczęścia zabrakło nam uciechy podniebienia, którą bez problemu tam znaleźliśmy. To było najpiękniejsze miejsce na (mrożoną) kawę i ciacho.

Sami zobaczcie na poniższe zdjęcia.

 


Zwiedzałam wnętrza z nieustającym zachwytem oraz coraz większą ciekawością, która była pobudzana na każdym kroku różnymi elementami niespotykanymi w innych miejscach.

Symbole zwierząt, a w szczególności psów, sfinks, czy też muzeum ptaków.

Jak to zwykle bywa przy wyjściu znajdował się mały, klimatyzowany sklepik z pamiątkami 😉 Moją uwagę przykuło jedno zdjęcie, które musiałam uwiecznić.


To był moment w którym powiedziałam: musimy dowiedzieć się czegoś więcej o tym miejscu i jego właścicielu.

Dalej poszliśmy drogą w dół, oglądając kolorowe, dużo bardziej ekskluzywne sklepy z pamiątkami, czekoladą i ceramiką niż dotychczas.

Okazało się, że nasza piesza wycieczka zaprowadziła nas aż do Anacapri.

Z którego wróciliśmy już autobusem miejskim do Capri do restauracji Verginiello na pyszne jedzonko. Miejsce rekomendowane przez Krytyka kulinarna i ja potwierdzam te rekomendacje.

 

Po powrocie do bazy wypadowej wyszukaliśmy informacji o miejscu, które zwiedzaliśmy. Jakież było nasze zdziwienie, że wille San Michele zbudował szwedzki lekarz, pisarz i miłośnik natury, zwierząt, a przede wszystkim psów Axel Munthe.

Wszystko w naszych głowach robiło się bardziej zrozumiałe. To właśnie On jest autorem książki pt. “Księga z San Michele” pierwszy raz wydanej w 1929 roku. Natychmiast kupiliśmy audiobook i słuchaliśmy w wolnych chwilach. Znakomita opowieść wyjaśniająca historię tego miejsca i przedstawiająca człowieka, który jak na jego czasy mógł być postrzegany jako “inny”.

Ja jestem bez zmiennie zachwycona tym miejscem, a książka jest jeszcze lepsza, gdy wiesz o czym on pisze. Pewnie w drugą stronę też byłoby super zwiedzać, dlatego jeśli wybieracie się na Capri, polecam przeczytajcie tą książkę, a potem zdecydujcie czy chcecie odwiedzić to miejsce na żywo. Jak dla mnie warto.

Aaaaa i jeszcze jedno, według Axela schodów było 777, tymczasem znalazłam już informacje, że aktualnie jest ich 921. Może ktoś chce sprawdzić osobiście i da mi znać 😉

Przydatne informacje:

  • prom możesz zarezerwować tutaj – Alilauro – ok 45 EUR/os. Jeżeli jesteś wcześniej niż godzina rezerwacji, prawdopodobnie możesz popłynąć wcześniejszym rejsem, w obie strony;
  • jednorazowy bilet autobusowy – obecnie (lipiec 2018) 2 EUR, polecam 🙂 ;
  • na jeden dzień na Capri nie bierz stroju kąpielowego i ręcznika – i tak nie zmieścisz się na przypadkową plażę;
  • jeżeli myślisz o tym by tylko opłynąć wyspę i zobaczyć groty – weź pod uwagę, że najpiękniejsza Grotta Azzura może być niedostępna ze względu na wysoką falę. Warto sprawdzić, czy w miasteczku, w którym mieszkasz, nie oferuje się rejsów wokół wybrzeża Amalfi lub Capri – zobaczysz więcej i prawdopodobnie taniej;
  • spacer z Capri do Anacapri – wyłącznie jeśli dojedziesz już do miejscowości, chyba, że bardzo tęsknisz za swoją salą treningową i litrami potu – do Anacapri jest naprawdę daleko przy 30 – 40 C. Dopiero z Capri można spacerem zejść do portu;
  • nie ufaj google maps, nie bierze pod uwagę różnicy wzniesień 🙂
  • 0,5l wody na dwoje to za mało na wspinaczkę po 921 schodach.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Odrobina dziecięcej radości

Pompeje