Czy można przytulić duszę?

Muszę podzielić się z Wami moim dzisiejszym dniem. Najchętniej od razu zaczęłabym od końca, ale cierpliwości.

Zaczął się raczej zwyczajnie, jak każdy normalny dzień tygodnia. Musieliśmy wstać punktualnie ponieważ na 9:00 byliśmy umówieni na bardzo ważne spotkanie, więc szybko się zorganizowaliśmy, wskoczyliśmy do auta i w drogę.

Spotkanie było bardzo emocjonujące. Rozmowy w 3 pary oczu, ciekawe wnioski i przemyślenia oraz punkty widzenia. Ciężko jest mi pogodzić się ze złem i bezmyślnością całego świata, choć zdaję sobie sprawę, ża sama tego nie naprawię.

Pierwszy raz, stwierdzam, że moje problemy nie istnieją na tle zła jakie dzieją się innym ludziom.

Potem, chyba wskutek emocji, jakieś dziwne zawirowania żołądkowe. Nagle dopadło mnie coś strasznego, dreszcze, mrowienie w dłoniach i nogach. Mdłości tak gwałtowne, że nie potrafiłam się pohamować i wyrzuciłam z siebie wszystko, dosłownie i to niestety publicznie, prawie w centrum miasta. Ogólnie pojęte fatalne samopoczucie. Udało mi się wygospodarować chwilę przed pracą na zieloną herbatę i małą drzemkę. Na szczęście samopoczucie się lekko poprawiło, więc mogłam wrócić do działania.

Nie czułam się w 100% dobrze w dalszym ciągu. Dziwny niepokój w żołądku i wymuszone wizyty w toalecie przypominały mi o konieczności umówienia spotkania u lekarza specjalisty. Nie ma żartów. Brzuch dokucza mi coraz częściej.

Był to jeden z tych dni w pracy, w których najchętniej zostałabym przy komputerze, skoro nie mogę być pod kołderką.

Oczywiście najczęściej jest zupełnie przeciwnie. Przekraczając próg miejsca pracy wszyscy dopali mnie z każdej możliwej strony! Manager jeden za drugim pojawiał się z jakimś pytaniem, z czymś do podpisu, do zatwierdzenia, do pokazania itp. Ok – myślę sobie, zaraz ich ogarnę i będzie dobrze! Tak też było, udało mi się rozdzielić zadania dość szybko, zatwierdzić co trzeba i przejść do swoich innych obowiązków.

Nagle przychodzi kolejna osoba, @#$@^#^#%!!!. Informuje mnie, że czeka nieumówiony Pan, który chciałby się z spotkać i omówić możliwość zorganizowania spotkania. W pierwszej chwili myślę sobie – Nieeee, tylko nie dziś. Niech się umówi, a nie przychodzi jak chce i kiedy chce! Ale coś mi powiedziało “Idź! Spotkaj się z tym człowiekiem”. Tak też zrobiłam, jestem profesjonalistką. Zabrałam wizytówki, notatnik i ruszyłam.

Na miejscu czekał starszy Pan. Oczywiście grzecznie przywitałam się z nim i zaproponowałam coś do picia. Rozmawialiśmy chwilę o jego zapytaniu, po czym jakoś dziwnie, ale bardzo naturalnie przeszliśmy na inne tematy. Wspomniał, że mieszka w okolicy z sentymentu i przywiązania. Pamięta czasy Powstania Warszawskiego i odbywającej się tutaj wojny. Nie mówił mi o szczegółach, ponieważ też tego nie chciałam. Zdaję sobie sprawę z tego, że takie wspomnienia nie są łatwe. Stać dwa razy pod ścianą i być gotowym na rozstrzelanie… ilu z nas może powiedzieć, że przeżyło coś takiego? Nie wiem jak to się dzieje, ale są tacy ludzie, że wzbudzają we mnie jakieś nadzwyczajne uczucia.

Siedział przede mną 82 letni, piękny i młody duszą człowiek, który sam był w szoku, że pozwolił sobie na takie zbliżenie z obcą mu osobą.

Powiedział do mnie: „ Dlaczego ja opowiadam Pani takie szczegóły z mojego życia…..? Dobrze Pani z oczu patrzy i wzbudza Pani moje zaufanie”.

Kiedy zobaczyłam wzruszenie w jego oczach, automatycznie zrobiło mi się sucho w gardle i pożałowałem wszystkiego, o czym myślałam zanim wyszłam na to spotkanie. Nawet nie wiem jakimi słowami określić to uczucie. Dawno nie spotkałam człowieka z tak wysoką kulturą osobistą. Wypowiadał się pięknie, rzeczowo i inteligentnie. Był doświadczonym, bardzo dojrzałym gentlemanem, którego życie nauczyło szacunku i pokory. Moim zdaniem, nawet zbyt dużo pokory i nieuzasadnionego przekonania, że jego przeżycia nie ma dziś dla nikogo znaczenia.

Jestem bardzo szczęśliwa, że zdecydowałam się pójść na to spotkanie. To była dla mnie ogromna lekcja i wielka przyjemność poznać tego człowieka. Ta rozmowa była dla mnie wynagrodzeniem za nieprzyjemności, których doświadczyłam tego dnia.

Życie jest zaskakujące – w momencie kiedy jesteśmy przekonani, że ten dzień może być totalnie do bani, pojawia się iskierka, która motywuje i uczy docenić to co mamy aktualnie. Dziś doceniłam swoje wspaniałe życie dwukrotnie i poczułam serdeczne przytulenie mojej duszy przez nowo poznanego człowieka.

Teraz muszę uspokoić emocje, a potem ponownie spotkać się z moim nowym znajomym, zaprzyjaźnić i poznać dokładnie całą jego interesującą historię.

 

 

Joanna

Jestem wysoką, naturalną blondynką, która od pewnego czasu cieszy się swoim największym atutem czyli wzrostem (183 cm) i długimi nogami. Zrobienie im spontanicznego zdjęcia zainspirowało mnie do założenia wyjątkowego, moim zdaniem innego konta na Instagramie, później również bloga.

Jestem zwyczajną, ale niezwykłą kobietą, na co dzień menadżerką wysokiej 😉 klasy w międzynarodowej organizacji. Wówczas „business look” jest moim królem, a od niedawna szpilki są moją największą słabością. Wcześniej nie zawsze moja pewność siebie pozwalała mi na bycie tą najwyższą w towarzystwie. Szczęśliwie, razem z powstaniem 2legs2long zrzuciłam z głowy ten ciężar.

Prywatnie jestem miłośniczką czworonogów, duszą relacji z najbliższymi. W podróżach szukam autentycznej kuchni i lokalnego wina. Chętnie wybieram się do teatru na dobrą komedię lub musical. Otwarcie przyznaję, że mam szczęśliwe życie, które bardzo lubię. Uważam, że każdy człowiek jest z natury dobry, tylko czasami zawodzą okoliczności.

Nigdy nie farbowałam włosów, nigdy nie paliłam papierosów – tylko próbowałam 😉 Twierdzę, że dobrze jest utrzymywać ciało w jak najlepszej kondycji, jednak nie skupiam się wyłącznie na estetyce i pielęgnacji. Przesada nie jest dobra w żadnej dziedzinie życia, więc aby żyć w zgodzie ze swoim organizmem, wystarczy słuchać jak sam upomina się o swoje potrzeby.

Życie jest piękne, więc na blogu dzielę się swoimi przeżyciami, przemyśleniami, podróżami, wyzwaniami i dużą dawką motywacji. Dlaczego nie pokazuję twarzy? Taki był mój pomysł na profil. Podobno ludzka wyobraźnia potrafi działać cuda. To, co nie jest całkowicie odgadnione jest najbardziej intrygujące, dlatego w większości skupiam się na zdjęciach moich nóg. Oczywiście mam też powody zawodowe. Ale próbujcie, może kiedyś przekonacie mnie żeby było inaczej 😉

3 Comments

  1. Masz rację, niespodzianka cudowna. Powiem Ci, że ja sama jakoś strasznie wzruszam sie na samą myśl o starszym mężczyźnie, który nie jedno przezyl w swoim życiu. Oh, nie dziwiei się, że nigdy nie zapomnisz tego spotkania! Pozdrawiam Cie serdecznie! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magiczna liczba 30

Małe rytuały