Bomba w górę!

O tym jak spędzać wolny dzień w Warszawie i ciekawych atrakcjach wspominałam już w moich postach. Ale dziś mam dla Was prawdziwą “bombę”! Wyścigi konne na warszawskim Służewcu, to doskonała rozrywka.

Przepiękne konie, emocje oraz ekscytacja atmosfera.

Historia warszawskich wyścigów sięgająca nawet 1777 roku. Dodać do tego należy napięcie w oczekiwaniu na rozstrzygnięcie gonitw oraz oczywiście klasa i elegancja Trybuny Honorowej. Pierwszy raz na wyścigach byłam jakieś 3 – 4 lata temu.

Poprzedni sezon odpuściłam w ogóle. Jednak ubiegłej, słonecznej niedzieli nie mogłam odpuścić. Zawsze zastanawiałam się czy zostanę wpuszczona na trybuny bez nakrycia głowy. Chyba każdy z nas żyje w przekonaniu, że damy na wyścigi konne przychodzą w kapeluszach. To jest prawda, ale nie jedyna, gdyż jest kilka różnych stref dla widzów wyścigów. Dotychczas bywałam w ogólnodostępnej “strefie B” i doskonale rozumiem, że tu nakrycie głowy jest bardziej realną potrzebą niż elementem dress codu.

Na otwartej przestrzeni, w słoneczny dzień jest bardzo przydatne, więc zalecam sprawdzić prognozę pogody przed wyjściem 😉 Są jednak takie dni w kalendarzu – duże dni wyścigowe, kiedy wypada wyglądać dużo bardziej elegancko niż normalnie.

 

Lepiej się upewnić czy to przypadkiem nie jest ten dzień, aby nie czuć się głupio!

Dla ułatwienia nadchodzące duże dni wyścigowe: Gala Derby (02.07.2017), Wielka Warszawska (24.09.2017) czy Dzień Arabski (20.08.2017). Na pewno wybiorę się wówczas na tor i mam nadzieję, że będę chodzić w złotych butach i choć takie mam, wcale nie chodzi o moje szpilki 😉 (sprawdź wyścigowy słowniczek).

Mam nadzieję, że uda mi się tym razem zasiąść w Trybunie Honorowej, na którą dotychczas spoglądałam z lekką zazdrością. Tam od niedawna obowiązują zasady dotyczące stroju i chcę się z nimi zmierzyć, a zwłaszcza z fascynatorem 😉

Schodząc na ziemię, bilet wstępu na strefę ogólnodostępną jest w bardzo przystępnej cenie. 5 PLN/osoba, są również bilety rodzinne. Dodatkowo warto dokupić PROGRAM gonitw + 2 PLN. W programie znajdziemy podstawowe informacje o koniach, ich osiągnięciach, jak również możemy sprawdzić prognozy ekspertów na poszczególne gonitwy. Ja skupiam się na zestawieniu nazwy / imienia konia, który wpadł mi w oko na padoku, z jego numerem startowym. Warto wspomnieć, że imiona bywają bajeczne np. “Baby You Think” albo “Makeitorbreakit”, współczuję komentatorom 😉

Konie prezentowane są 30 minut przed gonitwą. Stali bywalcy skrupulatnie zapisują uwagi w swoich programach i kalkulują. Ja podziwiam i marzę. Kto zna i śledzi mnie od początku wie, że konie nie są mi obce.

Nigdy nie miałam ze sobą lornetki, ale ostatnio zauważyłam z nimi kilka osób i myślę, że to może być bardzo fajna sprawa, obserwować emocje jeźdźców z przybliżenia.

Jeśli wybierasz się tam pierwszy raz, zachęcam do strefy ogólnodostępnej. Miejsca przy płocie mają swoje plusy i chyba dodatkową energię. Tutaj najbardziej otaczają mnie emocje innych widzów. Mam wrażenie, że ziemia wibruje pod wpływem uderzeń kopyt, szczególnie przy samym celowniku. Ostatnie metry są często decydujące, a wrzawa na trybunach wzrasta równie szybko jak konie finiszują.

Nie namawiam do hazardu, ale przebywanie tam bez uczestnictwa w zakładach jest znacznie mniej atrakcyjne. Ja traktuje to jak deklarację, której piękności oddałam swoje serce na czas najbliższej gonitwy. Podstawowy zakład na wygranego konia to 3 PLN. Zaznaczam, że w ciągu całego dnia odbywa się 8-10 gonitw.

Bomba w górę!

Czyli 2 minuty do rozpoczęcia gonitwy sygnalizuje kula umieszczona na iglicy wieży, znajdującej się przy celowniku. Jeszcze sama muszę się dowiedzieć co ona symbolizuje 😉 Konie wprowadzane zostają wówczas do maszyny startowej, co czasami nie jest takie proste i oczywiste, bo swój rozum mają 😉 Wszyscy czekają, aż zajmą swoje miejsca, a potem na hasło “I rrrrrrrrruszyły” sygnalizujące rozpoczęcie GONITWY!

Wyścig piękności, nerwy i wytężony wysiłek koni i dżokejów, którzy próbują się na nich utrzymać, oraz tysiące modlitw o wygraną tego „mojego”! Po kilku minutach obserwujemy naszych zwycięzców i podążamy z powrotem na padok, aby obejrzeć ceremonię dekoracji naszego zwycięskiego konia, dżokeja, trenera i właściciela. A potem wszystko zaczyna się od nowa 😉

Zdaję sobie sprawę, że narażam się obrońcom zwierząt, ale sama jestem ich wielką miłośniczką i uważam, że niektóre taką rywalizację mają we krwi. Myślę, że konie, podobnie jak psy biegnące w zaprzęgach, kochają to co robią i im bardziej są kochane przez swoich hodowców, tym więcej radości im oddają biegnąc co sił … w nogach!

 

Joanna

Jestem wysoką, naturalną blondynką, która od pewnego czasu cieszy się swoim największym atutem czyli wzrostem (183 cm) i długimi nogami. Zrobienie im spontanicznego zdjęcia zainspirowało mnie do założenia wyjątkowego, moim zdaniem innego konta na Instagramie, później również bloga.

Jestem zwyczajną, ale niezwykłą kobietą, na co dzień menadżerką wysokiej 😉 klasy w międzynarodowej organizacji. Wówczas „business look” jest moim królem, a od niedawna szpilki są moją największą słabością. Wcześniej nie zawsze moja pewność siebie pozwalała mi na bycie tą najwyższą w towarzystwie. Szczęśliwie, razem z powstaniem 2legs2long zrzuciłam z głowy ten ciężar.

Prywatnie jestem miłośniczką czworonogów, duszą relacji z najbliższymi. W podróżach szukam autentycznej kuchni i lokalnego wina. Chętnie wybieram się do teatru na dobrą komedię lub musical. Otwarcie przyznaję, że mam szczęśliwe życie, które bardzo lubię. Uważam, że każdy człowiek jest z natury dobry, tylko czasami zawodzą okoliczności.

Nigdy nie farbowałam włosów, nigdy nie paliłam papierosów – tylko próbowałam 😉 Twierdzę, że dobrze jest utrzymywać ciało w jak najlepszej kondycji, jednak nie skupiam się wyłącznie na estetyce i pielęgnacji. Przesada nie jest dobra w żadnej dziedzinie życia, więc aby żyć w zgodzie ze swoim organizmem, wystarczy słuchać jak sam upomina się o swoje potrzeby.

Życie jest piękne, więc na blogu dzielę się swoimi przeżyciami, przemyśleniami, podróżami, wyzwaniami i dużą dawką motywacji. Dlaczego nie pokazuję twarzy? Taki był mój pomysł na profil. Podobno ludzka wyobraźnia potrafi działać cuda. To, co nie jest całkowicie odgadnione jest najbardziej intrygujące, dlatego w większości skupiam się na zdjęciach moich nóg. Oczywiście mam też powody zawodowe. Ale próbujcie, może kiedyś przekonacie mnie żeby było inaczej 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Papugowy zawrót głowy

Gala Derby